27.05.2018 | 20:31

Agnieszka Wesołowska

Golden State Killer – zły policjant, który nie przewidział rozwoju technologii

Ponad 40 lat śledztwa. Tysiące dowodów, przesłuchanych, dziesiątki podejrzanych – wszystko na nic. Aż w końcu okazało się, że wystarczy dopasować profil DNA w internetowym serwisie poszukiwań genealogicznych. 

Gwałty, morderstwa, rozboje – o to oskarża się staruszka, który z trudem unosi głowę, by odpowiedzieć, że rozumie, co się do niego mówi. Starzec był policjantem, umiał latami oszukiwać śledczych. Ale nie przewidział, że powstaną serwisy społecznościowe, gdzie powiązania między użytkownikami determinują ich próbki DNA.

Trudne początki śledztwa

W sprawie Mordercy z Golden State nie zaniedbano niczego, a mimo to przez dekady w rejonie Sacramento ludzie żyli w strachu, że znów zaatakuje. Za każdym razem drobiazgowo zbierano dowody, zabezpieczano ślady, zachowano nawet DNA sprawcy i sporządzono dokładny portret psychologiczny. Ci, którzy przeżyli, starali się opisać swojego oprawcę jak najdokładniej. Świadkowie podawali szczegóły dotyczące pojazdów, jakimi mógł się poruszać. Najsłabszym punktem był portret pamięciowy – przestępca z reguły chował się za kominiarką, wiadomo było tylko, jaki ma kolor oczu. Tzn. ta jedna rzecz nie była pewna, ale trudno się dziwić napadniętym w ciemnościach, wyrwanym ze snu ludziom, że nie byli pewni koloru oczy napastnika. Niebieskie? Orzechowe?

źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Golden_State_Killer

Śledczy odwalali kawał solidnej, policyjnej roboty, byli kreatywni i szukali każdej wskazówki, która mogła ich naprowadzić na trop poszukiwanego. Byli pewni, że to ktoś z branży, „z fabryki”, jak określają to nasi policjanci. Ewentualnie wojskowy, ktoś z przeszkoleniem militarnym, być może powiązany z marynarką.

W 1986 Golden State Killer zaprzestał swojej działalności, choć, jak mówi dziś prokuratorka Anne Marie Schubert, nie można wykluczyć, że zmienił obszar działania. To raczej nieśmiała, oparta na domniemaniach hipoteza niż podejrzenie – od 1987 do 1991 roku podobne zbrodnie miały miejsce daleko poza Kalifornią – w Australii. Popełnił je nigdy nie ujęty tzw. Mr Cruel: zgwałcił kolejno trzy 14-latki, a następnie zamordował 13-latkę. Aresztowany niedawno starzec właśnie w tych latach był poza Stanami. Śledczy sprawdzą też z pewnością inne wątki, by upewnić się, czy Golden State Killer nie działał w innych miejscach.

Gość doskonale wiedział, jak nie dać się złapać. Wiedział, kiedy nie przejmować się zostawionymi śladami i czego nie robić, by nie pozostawić żadnych naprowadzających nań wskazówek. Przez cały czas, co podkreśla Schubert, był po prostu dobry w tym, co robił.

Everyday regular normal guy*

„I’ll kill you, I’ll kill you, I’ll kill you, fucking whore”. W tle słychać głosy dzieci i kobiecy głos wołający niecierpliwie „hang up the phone!”. Żona? Rodzina?

To nagranie zostawił jednej ze swoich ofiar, żeby się bała dłużej i bardziej. Ciekawe, czy wiedział, że głosy tła sprawiają, że ten komunikat wydaje się jeszcze bardziej przerażający? Nikt przy zdrowych zmysłach nie zobaczyłby w nim maniakalnego mordercy. „Bardzo chciałbym powiedzieć, że było w nim coś dziwnego, niepokojącego. Ale to był po prostu Joe. You know – he was just Joe” – mówi stróż prawa z wieloletnim stażem, były szef Josepha Jamesa DeAngelo Jr.

źródło: youtube.com

Bo Joe pracował w policji jako szeregowy „krawężnik”. Chodził w patrolach, nie brał udziału w śledztwach. Przeciętny pod każdym względem. Nie zachowywał się jak stereotypowy macho-policjant. Żonaty, dłuższy czas bezdzietny. Miał psa. Grał w baseball w drużynie policyjnej. Po kilku latach pracy został złapany na pospolitej kradzieży w sklepie i usunięto go ze służby. Jego przełożony indagowany po latach po wielokroć podkreśla, że nikt nie mógł mieć najmniejszych podejrzeń wobec Josepha. Nijaki. Mierny. Zwyczajny.

Przyjęło się uważać, że seryjni mordercy są często ludźmi nad wyraz inteligentnymi. Łukasz Wroński, psycholog zajmujący się psychologią przestępców, uważa, że to stereotyp i że większość seryjnych morderców to ludzie po prostu dość sprytni i dysponujący sporym instynktem samozachowawczym. Całkiem nieźle podsumował to jeden z poprzedników DeAngelo, Ted Bundy: „Nie jesteśmy urodzonymi potworami. Jesteśmy waszymi synami i jesteśmy waszymi mężami„. Ted wiedział, co mówi, zamordował przynajmniej 30 kobiet, a w międzyczasie był szaleńczo zakochany, studiował prawo, angażował się w kampanię prezydencką, wstąpił do kościoła mormonów, czarował panie, a ożeniwszy się (w więzieniu, z wielbicielką), spłodził córkę. Był miły, łatwo nawiązywał kontakt z ludźmi, miał ujmującą powierzchowność i jednocześnie nie zapadał w pamięć. Zwyczajny.

źródło: youtube.com

I takiego zwykłego gościa przedstawia zdjęcie z czasów odnotowanej, powiązanej z Josephem Jamesem DeAngelo Jr. zbrodniczej aktywności. Okrągła twarz chłopaka z sąsiedztwa, żadnych charakterystycznych rysów, jasne włosy porządnie przycięte, grzywka niezasłaniająca czoła, małe usta. Świadkowie zeznawali, że był dobrze zbudowany, ale raczej jak budowlaniec, nie jak kulturysta. Wzrost – tu były wahania, podawano od około 174 cm do około 180. Głos zaskakująco wysoki jak na człowieka tej postury. I mały penis, mniejszy niż średni. Zapewne to najsłabszy punkt opisu, nikt nie rozpoznaje przestępców na ulicy po tym szczególe anatomicznym, ale to ważny punkt w tworzeniu portretu psychologicznego.

Portret psychologiczny był tym, co opracowano z wielką starannością, wierząc, że w ten sposób da się odnaleźć sprawcę, który nie figurował w żadnych rejestrach. Nierozwiązana sprawa, tysiące śladów, ofiary, które zeznawały, chciały złapania sprawcy i poczucie, że on jest tu, gdzieś obok, o krok – mimo upływu lat nikt nie chciał zapomnieć o mordercy.

Obsesja

Poczucie, że on jest tuż obok, było wręcz fizyczne. Czuli je śledczy, ofiary, mieszkańcy rejonu i ludzie, którzy zaczynali drążyć temat z ciekawości, a z czasem nie umieli się od niego oderwać. Zwłaszcza ofiary gwałtów i mieszkańcy domów, do który zbrodniarz zakradał się po drobne trofea – ci ludzie mieli prawdziwy powód, by czuć fizyczną obecność złoczyńcy.

Michelle McNamara, pisarka i dziennikarka, poświęciła – dosłownie – życie, by rozpracować Mordercę z Golden State. Zmarła nagle w trakcie pracy – za dużo emocji, za słabe serce, za dużo leków. Jej mąż, Patton Oswalt, zatrudnił do dokończenia jej dzieła dziennikarza śledczego Billy’ego  Jensena i dotychczasowego współpracownika McNamary – Paula Haynesa. Powstała mroczna książka „I’ll Be Gone in the Dark”. Do opracowania było 3500 plików z zeznaniami ofiar, opisami miejsc zbrodni, śladów, tropów, wypowiedziami świadków i tysiącami innych elementów, które pisarka latami układała razem. „I taki będzie twój koniec” – jedno ze zdań w odręcznych notatkach autorki stało się podsumowaniem książki. Miała rację. Książka miała premierę prasową na chwilę przed ogłoszeniem, że Golden State Kille został aresztowany.

Skąd obsesja? Dlaczego postać mordercy z sąsiedztwa tak bardzo zafascynowała pisarkę i wiele innych osób? Czy dlatego, że prawdziwe zło może fascynować? Czy chcemy zrozumieć, skąd biorą się przestępcy? Czy chodzi o zrozumienie i złapanie bestii? A może w ten sposób projektujemy własne lęki i pragnienia?

Golden State Killer gwałcił i zabijał w szczególnie fantazyjny sposób. Boimy się z reguły ataków na ulicach, rozboju, kieszonkowca, a Joe robił to, czego przestępcy na ogół nie robią – wchodził do domów obcych ludzi, szukając swoich ofiar, zaskakując je we śnie, w bezpiecznym łóżku. Gwałcił kobiety na oczach ich partnerów, oczywiście związanych i całkowicie bezradnych. Terroryzował ich godzinami, odgrywając teatr prawdziwej grozy. Jeśli zabijał, to tak, by czuć każdy moment mordu, tłukąc na śmierć – jak w przypadku Charlene i Lymana Smithów – polanem z kominka, najpierw jedną ofiarę, potem drugą. Gdy po zabiciu Smithów wzburzeni sąsiedzi ofiar zebrali się, by zastanowić się nad sposobem uchronienia się przed kolejnymi atakami, jeden z mężczyzn z pogardą wyraził się o mężach, którzy nie byli w stanie obronić swoich żon. Kolejną ofiarą była jego żona. A on z przerażeniem patrzył, jak była gwałcona.

Joe musiał tam być, wtedy, na tym zebraniu, musiał słyszeć buńczuczne słowa, musiał uśmiechać się pod nosem. Znany sąsiad. Nieznane zło wcielone.

źróło: http://venturacountyscoldcases.blogspot.com/2009/06/unsolved-charlene-lyman-smith.html

Mamy twoje DNA

Joe dobrze wiedział, że nie figuruje w żadnym rejestrze. Dlatego też nie miał obaw mordując i gwałcąc. Wiedział, że sprawcę można namierzyć, badając jego krew lub nasienie. Być może wiedział też, że jest tzw. non-secretor. To stosunkowo rzadka cecha genetyczna, non-secretorów jest około 20% w ogóle populacji. Non-secretor (nie-wydzielacz) to osoba, która w wydzielinach ciała nie ma antygenów swojej grupy krwi. Zaś badania DNA, dzięki którym można było znaleźć sprawcę przestępstwa, opracowano dopiero w 1985 roku (a pierwszy raz użyto przy ustalaniu winnego dwa lata później).

Joe zabijał z upodobaniem, gwałcił, włamywał się do domów swoich ofiar po drobne pamiątki i nie bał się, że po pocie, ślinie i nasieniu ktoś go zidentyfikuje. Włosy unoszące się w powietrzu, naskórek za paznokciami ofiar, sperma nie były w tym czasie dość wyrazistymi podpisami.

Śledczy jednak zostawiali cały materiał dowodowy z kolejnych przestępstw, w tym właśnie włosy, ślinę, spermę, naskórek, całą masę dobrze zabezpieczonych komórek. Materiał biologiczny, który może kiedyś się przydać, należy przechowywać w zaciemnionych, ciepłych, suchych pomieszczeniach. Dobrze zachowany materiał można badać nawet po kilkudziesięciu latach. Więc go zbadano: wszystkich zbrodni, mimo różnic w opisie sprawcy, dokonywał ten sam człowiek. Teraz wystarczyło go złapać.

Tyle, że dalej nie było punktu zaczepienia, gdzie go szukać.

„Aaaby znaleźć dziadka”

Policja Sacramento odnalazła Josepha Jamesa DeAngelo Jr. za pośrednictwem genealogicznych serwisów internetowych. To zupełnie niewinne serwisy, takie, w których można odkryć zapomnianego bogatego wujaszka lub nieznanego nigdy wcześniej dziadka. W jednym z nich zarejestrował się jeden z dalekich krewnych DeAngelo. I nagle po ponad 30 latach nigdy nienotowany i niefigurujący w żadnej bazie emeryt włączył wszystkie alarmy. Bo porównano DNA z miejsca zbrodni z tym ze społecznościówki. Wykonano mrówczą robotę, sprawdzono drzewa genealogiczne, porównano dane, zawężając jak w lejku grupę podejrzanych. Aż śledczy doszli do Joego.

Do identyfikacji sprawcy zbrodni potrzebna jest, jak wiemy, próbka DNA pobrana z miejsca przestępstwa oraz materiał porównawczy. Materiał porównawczy to np. włosy, komórki nabłonka na pumeksie, a nawet ubraniu czy pościeli. Gdy nie można na pewnym etapie śledztwa sprawdzić DNA bezpośrednio podejrzanego, nic nie stoi na przeszkodzie, by porównać profile DNA nawet od nieżyjącej osoby spokrewnionej z podejrzanym. Lub z DNA kuzyna, który dobrowolnie udostępnił swoje DNA w internecie, żeby znaleźć krewnych.

DNA udostępnione w ten sposób publicznie wykorzystuje od kilku lat amerykańska organizacja Innocence Project. Jej celem jest oczyszczanie z zarzutów osób, które w rzeczywistości nie popełniły przestępstw, o które były oskarżane, a nawet skazywane. Dzięki swoim działaniom od 1992 roku organizacja doprowadziła do uniewinnienia około 350 osób, w tym 20 skazanych na karę śmierci. Projektowi Niewinność odzyskanie życia zawdzięcza m.in. Andre Hatchett. Hatchett spędził pół życia w więzieniu, skazany na 25 lat za morderstwo, którego nie popełnił – miał nieudolnego obrońcę i był czarny. Kennedy Brewer dostał wyrok śmierci za zgwałcenie i zabicie trzyletniego dziecka. Spędził w celi śmierci 14 lat. Wyszedł w 2001 roku dzięki testom DNA. Był niewinny.

Wyniki badań DNA mogą wyciągnąć z więzienia lub do niego wepchnąć. Zapewne proces karny OJ Simpsona wyglądałby dziś inaczej niż ten sprzed 24 lat, nie trzeba byłoby czekać na jego przyznanie się.

Wątły staruszek szykuje obronę

51 gwałtów, jedna próba podwójnego morderstwa i kolejne 10 morderstw oraz szereg włamań, zastraszań i wypadków podglądania miały miejsce w latach 1976-1986. Podczas jednego z gwałtów sprawca wywrzeszczał „nienawidzę cię, Bonnie”. Bonnie to imię byłej narzeczonej DeAngelo, Bonnie Jean Colwell. Musiała mu mocno zapaść w pamięć mimo, że trzy lata po zerwaniu z nią zaręczyn był już żonaty z Sharon Marie Huddle, adwokatką. Z żoną rozstał się w 1991 (nigdy formalnie się nie rozwiedli). To musiał być najwyższy czas na separację, bo według relacji świadków nawet ich późniejsze kontakty były naznaczone przemocą, krzykiem i prześladowaniem. W 1991, w roku ostatecznego rozpadu małżeństwa, wykonał jeden z ostatnich telefonów, którymi latami terroryzował swoje ofiary. Ten z nagrania, ten w którym słychać głosy kobiety i dzieci.

Ale ostatni telefon miał miejsce aż 10 lat później, w 2001 roku, gdy wydawało się, że Golden State Killer przestał robić to, co tak bardzo lubił.

To, że po latach obywania się bez gwałcenia i zabijania, precyzyjnie namierzył jedną ze swoich ofiar, świadczyło, że cały czas żył tym, co tak kochał robić. „Pamiętasz, jak się bawiliśmy?” – wyszemrał do słuchawki. To było w dniu, gdy w lokalnej prasie ukazał się artykuł o tym, że udało się ustalić, że sprawcą gwałtów i morderstw była ta sama osoba.

Joe DeAngelo kochał brutalny, przemocowy seks, uwielbiał mordować, spełniał się, zadając ból – ale najbardziej na świecie trzeba mu było poczucia władzy, kontroli i świadomości, że ludzie się go boją i że nikt nie śpi spokojnie.

DNA wskazało, że sprawcą jest Joe DeAngelo, gliniarz-nieudacznik, chłopak z sąsiedztwa. DeAngelo latami mieszkał z jedną z córek i dwiema wnuczkami kilka przecznic od jednego z miejsc swojej zbrodni. Dziadziuś. Choć w sądzie wyglądał na starego i schorowanego, rzeczywistość jest inna – starszy pan przeszedł na emeryturę zaledwie rok przed zatrzymaniem, a świadkowie, którzy widzieli go kilka dni wcześniej, podkreślają, że nie miał problemów z poruszaniem się ani mówieniem. Drażniący i hałaśliwy – sąsiedzi zeznają, że często pieklił się bez potrzeby, bluźniąc ohydnie i nie przejmując się, kto może słuchać. Ale lubił porządek, starannie kosił przydomowy trawnik, sprawdzając, czy wszędzie trawa jest dokładnie przycięta.

A potem już wszyscy na całym świecie mieli okazję obejrzeć starowinka DeAngelo na wózku, bezradnego i schorowanego.

Josephowi w sądzie towarzyszyła niemłoda prawniczka o wyglądzie zupełnie odbiegającym od wyobrażeń o rzutkich, agresywnych adwokatach, roznoszących materiał dowodowy w pył. Prawniczka miała ubranie nieco prowincjonalne, niezgrabne, przywodzące na myśl zatroskaną ciocię – i tak też się zachowywała. Trzymała swojego klienta z troską za ramię. Diane Howard jest obrończynią z urzędu, wykonuje swoją pracę najlepiej, jak się da – płaci jej za to państwo i dzięki medialnej sprawie ma szansę przyciągnąć kolejnych, obficie sypiących kasą klientów. Podniosły się głosy, że mecenas Howard za bardzo się spoufala z obwinionym, ale zarówno ona, jak i jej klient, doskonale wiedzą, jak bardzo przed ławą przysięgłych liczy się wizerunek. Jeśli uda jej się podważyć legalność pozyskania DNA Josepha, cała praca śledczych obróci się w pył. A wtedy – kto by skazał na więzienie biednego, schorowanego staruszka?

***

Przy opracowywaniu tekstu korzystałam z licznych dostępnych m.in. na YouTubie źródeł – amatorskich i profesjonalnych programów informacyjnych, filmów dokumentalnych, wywiadów oraz wielu artykułów, utworzonych zarówno przed, jak i po złapaniu podejrzanego DeAngelo Jr. Zaledwie niewielka część z nich została podlinkowana w powyższym tekście, inaczej prawie wszystko zaznaczone by było na pomarańczowo. Ponadto korzystałam na bieżąco lub sięgałam pamięcią do przeczytanych  pozycji „Bestia. Dlaczego zło nas fascynuje” Borwina Bandelow oraz „Profil mordercy” Paula Brittona. Dziękuję psycholożce Małgorzacie Ratuszyńskiej za pomoc w zrozumieniu mechanizmów tworzenia się osobowości, którą zwykli ludzie określają jako psychopatyczną.

*Everyday regular normal guy to tytuł piosenki Jona Lajoie.

Powrót

Komentarze

  • 2018.05.27 21:47 Duży Pies

    Psychologom, analitykom kryminalnym i wszystkim zainteresowanym psychopatologią zabójców, polecam bardzo dobrą książkę Jarosława Stukana „Seksualni seryjni mordercy” wydaną w 2014 r.

    Odpowiedz
    • 2019.01.09 22:55 Przemysław

      Nie polecam tego autora. Będąc psychologiem uważa się za specjalistę z dziedziny psychiatrii, mało tego, podważa bezzasadnie swoimi pseudonaukowymi teoriami naukę psychiatrii, twierdząc ,że spośród chorób psychicznych istnieje tylko depresja i schizofrenia. Proszę zwrócić uwagę,że jego opracowań nie wydało jak dotąd żadne szanujące się , fachowe wydawnictwo. Warsztat pozostawia wiele do życzenia, korekta jest tragiczna. Poza opracowaniem faktograficznym , nie wolnym też od błędów, książki tego autora na pewno nie nadają się dla specjalistów , a dla laików – przedstawiają fałszywe diagnozy oparte na niewiedzy z dziedziny psychiatrii.

      Odpowiedz
  • 2018.05.28 01:24 KaCzKa

    Tak sobie myślę, że mecenasi broniący takich ludzi, normalni nie są. Szukać haka na system, szukać prawnego kruczka, że dowody zebrane nielegalnie, tylko po to, żeby uwolnić bestię.

    Odpowiedz
    • 2018.05.28 11:59 kolo

      Każdy ma prawo do obrony.

      Odpowiedz
      • 2020.01.05 19:18 Sewer

        Niby dlaczego ??? Żaden normalnie myślący człowiek nie powinien podejmować się obrony takich zwyrodnialców .

        Odpowiedz
        • 2020.04.15 02:32 toro

          Nie przyszło ci do głowy takie pytanie: A skąd mamy pewność, że to on, bez uczciwego procesu? Przecież to samo można było powiedzieć na procesie Tomasza Komendy. I nawet pewnie jego adwokat tak pomyślał. Tam im się DNA też ponoć zgadzało…

          Odpowiedz
    • 2018.05.28 15:19 dr0n

      Robia to dla kasy..z reguly przyszlej kasy…

      Odpowiedz
    • 2018.05.28 16:16 łukasz

      wykonują swoją pracę, tak samo jak np technicy w celach śmierci

      Odpowiedz
      • 2020.01.05 19:13 Sewer

        To całkiem tak samo jak kapo w obozach .

        Odpowiedz
    • 2018.05.28 18:26 gosc

      1. Ten chyba byl z urzedu, wiec jak dostal zlecenie to musial.
      2. Adwokat moze nie znac wszystkich szczegolow, przed procesem.
      3. Zakladam ze masz na mysli adwokatow i radcow prawnych.

      Odpowiedz
      • 2018.05.28 18:40 Agnieszka Wesołowska

        Przychylam się do poglądu, że każdy ma prawo do obrony i na tym polega sprawiedliwość. Adwokat ma zająć się obroną, a nie ustalaniem, co jest sprawiedliwe, prokurator zaś ma zadbać o to, by dowody były nie do obalenia.

        Odpowiedz
    • 2019.02.03 13:05 llidka

      po to jest adwokat dla oskarżonego żeby nie skazać osoby niewinnej, pomyślmy ilu jest oskarżonych, którzy są niewinni, co by było gdyby nie mieli obrońców? nawet dowody, które wydają się bezsprzeczne mogą być spreparowane, podrzucone,świadek może być zastraszony albo opłacony, tylko po to, żeby ująć sprawcę i zadowolić opinię publiczną. Bywa, że sami oskarżeni są niewinni a pobici przez policjantów przyznają się do winy, ostatnio nawet w Polsce było głośno o takiej sprawie.

      Odpowiedz
  • 2018.05.28 10:35 myśleć

    Dlaczego jesteśmy ślepi na psychopatię? Polak to wyjasnił w Ponerologii Politycznej.

    https://g.co/kgs/Qo7fc4

    Odpowiedz
  • 2018.05.28 11:27 Dj

    Kilka info o których nie wiedziałem w tej sprawie przeczytałem w tym arcie i tym bardziej za niego dziękuję Autorce. Zwłaszcza, że tematyką seryjnych i masowych morderców się mocno interesuję.
    ..
    Odnośnie zbrodni to większość z nich zostaje niewykryta. Oczywiście chodzi mi o takie, które są bez świadków i z niewielką ilością innych dowodów pozostawionych na miejscu zbrodni. Większość jest ordynarna, najczęściej w gronie rodzinnym i takie są proste do rozwikłania. Natomiast te dokonane np. w lesie, bez obcych są niemal nie do wykrycia. Nawet masowy mord potrafi być zbrodnią doskonałą i to w obecnych nowoczesnych czasach, z bardzo mocno rozwiniętą kryminalistyką.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Pike_County,_Ohio,_shootings

    Odpowiedz
    • 2019.01.19 03:51 Tomasz

      no to niezbyt długo była to zbrodnia doskonała… In November 2018, four members of the Wagner family, known to the Rhodens, were arrested in Ohio and Kentucky, and charged with the eight murders.

      Odpowiedz
  • 2018.05.28 13:06 Neuronek

    Ciekawy artykuł, tak trzymać! :)

    Odpowiedz
  • 2018.05.28 14:11 Adam

    Guns don’t kill people…

    Odpowiedz
  • 2018.05.28 14:28 Janek

    Bardzo ciekawy artykuł, tylko nigdzie nie ma podanej informacji kiedy morderca został zatrzymany – ‘nagle po ponad 30 latach…’ – w 2017, 2018 roku?

    Odpowiedz
  • 2018.05.28 16:35 Pepis

    „Do opracowania było 3500 plików” – w tym kontekście files powinno być przetłumaczone jako akta.

    Odpowiedz
    • 2018.05.28 18:18 Agnieszka Wesołowska

      Plików. Mowa o plikach komputerowych.

      Odpowiedz
  • 2018.05.29 09:08 kordi

    „ale to ważny punkt w tworzeniu portretu psychologicznego”
    nie no trzymajcie mnie…

    Odpowiedz
    • 2018.05.29 17:20 m4sk.in

      Przecież bywa to przyczyną kompleksów itd., które psycholog jest w stanie zauważyć…

      Odpowiedz
      • 2018.05.30 09:24 Agnieszka Wesołowska

        Bywa. Ale nie każdy z niewielkim przyrodzeniem zajmuje się wyżej opisaną działalnością lub choćby pokrewną.

        Odpowiedz
  • 2018.05.29 10:10 pies_alex

    I weź tu zaufaj policjantowi.

    Odpowiedz
  • 2018.05.31 19:04 Igor

    „Gdy po zabiciu Smithów wzburzeni sąsiedzi ofiar zebrali się, by zastanowić się nad sposobem uchronienia się przed kolejnymi atakami, jeden z mężczyzn z pogardą wyraził się o mężach, którzy nie byli w stanie obronić swoich żon. Kolejną ofiarą była jego żona.”

    Liczba sąsiadów jest skończona. Prawdopodobieństwo przypadku tutaj jest małe. Policja miała do sprawdzenia co najwyżej kilkadziesiąt osób. To brzmi jakby komuś nie zależało, albo ktoś chronił tego człowieka.

    Odpowiedz
    • 2018.05.31 22:36 Agnieszka Wesołowska

      Widocznie z jakiegoś powodu nikt go nie zapamiętał.

      Odpowiedz
      • 2018.06.01 17:29 Igor

        To w jaki sposób mogło być zacytowane w artykule?

        Odpowiedz
  • 2018.06.01 17:50 Agnieszka Wesołowska

    A w którym miejscu ten cytat stoi w opozycji do założenia, że być może nikt nie zapamiętał DeAngelo na sąsiedzkim zabraniu?

    Odpowiedz
    • 2018.06.01 22:48 Igor

      Jeśli było sąsiedzkie spotkanie i nikt nie zapamiętał, że jeden sąsiadów się odgrażał, to skąd jest informacja o tym w artykule. Przecież nie było tam wszechwiedzącego narratora.

      Odpowiedz
      • 2018.06.01 22:58 Agnieszka Wesołowska

        Wyjaśnię raz jeszcze: na zebraniu jeden z mężczyzn pogardliwie wyrażał się o mężach, którzy nie byli w stanie obronić swoich żon. Następną ofiarą była jego żona, a on na ten gwałt musiał patrzeć. Wyraziłam przypuszczenie (podążając za dziennikarzami zajmującymi się tą sprawą), że jest możliwe, że na tym zebraniu był DeAngelo i świetnie się bawił, wybierając przyszłą zdobycz. Słusznie podsunąłeś, że przecież wystarczyło zrobić listę osób obecnych na zebraniu i sprawdzić je na okoliczność alibi na czas kolejnych gwałtów. Zasugerowałam, że widocznie zabójcy nikt nie zapamiętał i nie znalazł się on na tej liście – przypuszczam też, że sąsiedzi zebrali się spontanicznie, nikt nie sprawdzał, kto przyszedł a kogo nie było, kto się tylko przewinął przez zebranie, a kto siedział tam cały czas. Pamiętajmy, że to był nierzucający się w oczy, całkiem zwykły facet. Możliwe oczywiście też, że śledczy spaprali robotę, albo że alibi Joe’mu dostarczyła żona (bo np. kilka godzin wcześniej kłócili się zajadle i czas tego zdarzenia się je pomylił, lub zwyczajnie zasnęła z nim i nie obudziła się, gdy wymykał się realizować swoje hobby) etc. Możliwości jest wiele.

        Odpowiedz
        • 2018.06.03 12:24 Igor

          Dziękuję, teraz jesteśmy na tej samej stronie.

          Jednak wciąż upieram się, że nie ma takich przypadków i nawet ten sąsiad, który najpierw się odgrażał, a potem patrzył jak jego żona jest gwałcona, on sam jest wystarczającym świadkiem do pociągnięcia za nitkę. Ktoś czegoś nie dopatrzył i DeAngelo miał po prostu zbyt długo szczęście.

          Odpowiedz
          • 2018.06.03 19:06 Agnieszka Wesołowska

            Ciekawa jestem „I’ll be gone in the dark” i tego czy McNamara wykopała tu ten element śledztwa.

        • 2019.02.05 14:13 Miniosu

          Mogło też być tak, że to żona była na spotkaniu sąsiedzkim i mu o tym opowiedziała (o sąsiedzie co oskarżył mężów, że nie potrafią obronić żon). Także niekoniecznie był na tym spotkaniu, mógł o tym słyszeć od kogoś innego.

          Odpowiedz
  • 2018.06.27 10:52 Morfo

    Kilka informacji nieprawdziwych i podkolorowanych, chyba tylko po to, żeby było bardziej sensacyjnie…

    Odpowiedz
    • 2018.06.27 10:53 Agnieszka Wesołowska

      Które?

      Odpowiedz
      • 2018.06.27 11:22 Morfo

        1. Podczas ataków zawsze rozdzielał pary. Mężczyzna zostawał w sypialni. Kobietę wyprowadzał do innego pomieszczenia. Wtedy dokonywał gwałtu. Nigdy w obecności partnerów ofiar. Robił tak za każdym razem.
        2. Spotkanie lokalnej społeczności miało miejsce wiele miesięcy przed zamordowaniem Charlene i Lyman Smith.
        3. Cała historia tego mężczyzny, którego żona została po spotkaniu zaatakowana jest miejską legendą (chociaż rzeczywiście wiele osób ją powtarza).
        4. Dźwięki zarejestrowane w trakcie połączenia telefonicznego pochodzą z włączonego w tle telewizora (wiadomo nawet dokładnie z jakiego filmu). Nie słychać w jej trakcie słów „hang up the phone”.
        5. Michelle Mcnamara nie zmarła z powodu pisania książki o Golden State Killer.
        5. Było 45 udokumentowanych gwałtów (nie 51).
        7. Nie było telefonu do jednej z ofiar w 2001 roku.

        Pozdrawiam, T.

        Odpowiedz
        • 2018.06.27 11:47 Agnieszka Wesołowska

          Hej T., 1 – odnoszę się do źródeł, 2.i 3. – nie natrafiłam na informację, że to miejska legenda, przyda mi się źródło 4. jeśli wiadomo, to będę wdzięczna za info skąd te dane, bo ja zwyczajnie przesłuchałam nagranie i odniosłam się do niego, 5. – nie napisałam, że McNamara zmarła z powodu pisania książki, a w trakcie pracy: „za dużo emocji, za słabe serce, za dużo leków”. A że poświęciła życie – owszem, to była jej obsesja, która przyczyniła się do zgonu, 6. Liczba gwałtów choćby stąd https://en.wikipedia.org/wiki/Golden_State_Killer, ale odnosiłam się do informacji tv dostępnych na youtube, 7. Emmm, nie? https://www.youtube.com/watch?v=NaeIJefSAX0&feature=youtu.be – nagranie jest w filmie w artykule. Źle zrozumiałam wypowiedź Paula Holesa?

          Odpowiedz
          • 2018.06.27 13:13 Morfo

            1. Dokładny opis każdego ataku: http://www.thequesterfiles.com/html/the_east_area_rapist__aka_the_.html (opisy, zdjęcia okolicy, mapy, teorie). Chyba najlepsza strona dotycząca Golden State Killer.
            2. Charlene i Lyman Smith (zamordowani 13 marca 1980 roku), spotkanie lokalnej społeczności miało miejsce w listopadzie 1977 roku w Mira Loma Town Hall.
            3. Jeśli dobrze pamiętam to informacja ta znajduje się w książce Richard Shelby – Hunting A Psychopath, policjanta przydzielonego do zespołu starającego się rozwiązać sprawę w latach 80-tych, wspominała o tym też Michelle Mcnamara w trakcie wywiadu dla jednej z amerykańskich rozgłośni, zasugerował to też Paul Holes.
            4. Fragment wspomnianego filmu: https://www.youtube.com/watch?v=jk4TYL55d90
            6. Jeśli przeliczymy po kolei wszystkie ataki to było ich rzeczywiście więcej, jednak samych gwałtów było 45.
            7. Nie będę się spierał. Paul Holes jest wiarygodny (osobiście wcześniej o tym telefonie nie słyszałem).
            Pozdrawiam, T.

          • 2018.06.27 13:46 Agnieszka Wesołowska

            Dzięki za obszerne wyjaśnienia. Tak jak napisałam na końcu artykułu – starałam się oprzeć na materiałach dostępnych na youtube, wychodząc z założenia, że póki nie będą dostępne materiały procesowe, część informacji pozostanie niejasnością, domniemaniem, a nawet konfabulacją. Nawet Holes, pokazując trofeum DeAngelo czyli talerz z chińskiej porcelany, pozwala sobie na ubarwianie, że na tym oto talerzu sprawca podawał dla swojej rodziny potrafi na Święto Dziękczynienia. Co do liczby ataków nic nie jest pewne, bo nie można wykluczyć, że DeAngelo działał poza znanym dziś rejonem, ale ilość gwałtów w różnych źródłach podawana jest jako 50+. Możliwe, że chodzi również o próby lub połączono gwałt z morderstwem, tego się nie dokopałam.

  • 2018.06.27 15:58 Morfo

    Najważniejsze, że go aresztowali. Bo, szczerze mówiąc, nie wyglądało to dobrze. 25 kwietnia był dla wielu osób naprawdę szczęśliwym dniem. Można to było wyczuć czytając komentarze. Osobiście uważałem, że nigdy go żywego nie złapią.

    Odpowiedz
  • 2019.01.09 01:13 Tom

    Akurat DNA stanowiło podstawę procesu OJ’a. Proces nie wyglądałby pod tym względem inaczej.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub inny błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego. Reagujemy równie szybko.

Golden State Killer – zły policjant, który nie przewidział rozwoju technologii

Komentarze