Jak porządna wiertnica pomogła w kradzieży kosztowności za miliard PLN

dodał 24 kwietnia 2015 o 20:32 w kategorii Prawo, Włamania  z tagami:
Jak porządna wiertnica pomogła w kradzieży kosztowności za miliard PLN

Wiertnica diamentowa – 17 tysięcy złotych. Wiertło koronowe – 2 tysiące złotych. Statyw do wiertnic – 10 tysięcy. Trzy otwory w betonowej ścianie skarbca zawierającego tysiąc skrzynek z kosztownościami – bez wątpienia bezcenne.

W trakcie Wielkanocy świetnie przygotowani włamywacze okradli w londyńskiej dzielnicy jubilerskiej skarbiec firmy depozytowej. Łupem złodziei padły kosztowności o wartości nawet 200 milionów funtów. Jak dostali się do skarbca? Dlaczego wrócili do niego po dwóch dniach? Jak to możliwe, że policja, mimo otrzymania sygnału o włamaniu, nie zareagowała?

Skok roku, a może dziesięciolecia

W tym roku w firmie Hatton Garden Safe Deposit Wielkanoc oznaczała weekend dłuższy niż zwykle, ponieważ w tym samym okresie przypadało święto Paschy. Z tego powodu firma zamknęła swe podwoje już w czwartek wieczorem, by wrócić do działania we wtorek rano. Z racji lokalizacji w samym centrum dzielnicy jubilerskiej w jej skarbcu, w 999 skrzynkach depozytowych, drzemały diamenty, perły, cenna biżuteria, szlachetne kruszce czy po prostu gotówka. Wielu lokalnych jubilerów korzystało ze skarbca by nie pokrywać kosztów ubezpieczenia posiadanych kosztowności.

W czwartek ostatni pracownik opuścił budynek o godzinie 21:19. Cztery minuty później kamery uchwyciły nieznanego mężczyznę przechodzącego korytarzem budynku, a chwilę potem wpuszczającego do niego kolejne kilka osób. Na ujęciach kamery widać trzech mężczyzn jak wnoszą do budynku torby oraz wciągają pojemniki na śmieci. Przez chwilę kręcą się jeszcze w zasięgu kamery by zniknąć za rogiem. Ponownie w kadrze pojawią się dopiero w Wielki Piątek o 8 rano, kiedy to wsiądą do białego vana i odjadą.

Mężczyźni wracają o 21:17 w sobotę. Pozostają w budynku całą noc i w niedzielę o 6 rano wynoszą torby oraz pojemniki na śmieci, pakują wszystko do vana i odjeżdżają w siną dal. Dopiero o 8 rano we wtorek pracownik firmy przybyły na miejsce zgłasza włamanie. Co działo się od czwartku do niedzieli i dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na włamanie?

Szybem windy, przez kraty i betonową ścianę

Aby dostać się do skarbca firmy złodzieje musieli pokonać szereg zabezpieczeń i przeszkód. Z dotychczas ujawnionych wyników śledztwa wynika, że do budynku dostali się bez problemu – wejście nie było w żaden sposób zabezpieczone. Aby dostać się do piwnicy, w której znajdowało się pomieszczenie skarbca weszli do szybu windy. Kabinę zablokowali na drugim piętrze i na linach zjechali na poziom piwnicy. W ten sposób znaleźli się w bezpośredniej bliskości skarbca podczas kiedy zabezpieczenia wejścia z zewnątrz wyglądały na nietknięte.

Wewnątrz włamywacze najpierw wyważyli rolety zamykające wejście do windy a następnie rozcięli kraty w kolejnych drzwiach. W ten sposób stanęli przed właściwymi drzwiami skarbca. Zamiast jednak forsować pół metra stali lub odgadywać kombinację zamka po prostu ominęli problem. Choć ściany skarbca miały pół metra grubości i były skonstruowane ze zbrojonego betonu, to włamywacze nie mieli problemu z ich pokonaniem. Pomogły im w tym profesjonalne narzędzia firmy Hilti. Na miejscu włamania znaleziono wiertnicę diamentową model DD 350, która zapewne z wiertłem koronowym i odpowiednim statywem posłużyła do wywiercenia trzech otworów, o średnicy 25 cm każdy, które złożyły się na dziurę o wymiarach 45 na 25 cm, przez którą bez większego problemu można się było już dostać do skarbca.

Otwory w ścianie skarbca

Otwory w ścianie skarbca

Co skradziono

W pomieszczeni skarbca znajdowało się 999 skrzynek depozytowych, jednak włamywacze otwarli ich tylko 72, z których na dokładkę 5 miało być pustych. Dlaczego dokonali takiego właśnie wyboru? Gdy znaleźli się już w skarbcu otwarcie  większej liczby skrzynek nie powinno nastręczać problemów – według policji włamywaczy było sześciu, dysponowali też odpowiednimi urządzeniami do otwierania skrzynek depozytowych. Być może szukali po prostu konkretnej zawartości i gdy na nią natrafili to spakowali narzędzia i wyszli? Niestety nie znamy odpowiedzi na to pytanie.

Obecnie trwa inwentaryzacja strat. Zapewne nie poznamy nigdy ich szczegółów, ponieważ nie da się udowodnić, co było w okradzionych skrzynkach a część okradzionych osób pewnie nie będzie dochodzić roszczeń, nie mogąc z różnych powodów ujawnić poniesionych strat. Były szef policyjnej brygady zajmującej się tego rodzaju kradzieżami oszacował straty na 200 milionów funtów, co stawia to włamanie wśród największych w znanej historii.

Ciekawe pytania

Jednym z bardzo interesujących wątków jest odpowiedź na pytanie, dlaczego londyńska policja nie zareagowała na sygnał z alarmu antywłamaniowego. Podobno alarm został aktywowany krótko po północy pierwszej nocy włamania, jednak policja zakwalifikowała go jako „niski priorytet” i nie podjęła interwencji, gdyż rzekomo brak było innych przesłanek o włamaniu. Wewnętrzne śledztwo ma wyjaśnić przyczyny takiego postępowania.

Dlaczego przestępcy dwa razy pojawili się w budynku? To również ciekawe pytanie. Czy pierwszej nocy złodziejom nie udało się dokończyć swojego zadania? Może zabrakło im jakiegoś sprzętu? Dlaczego wrócili na miejsce przestępstwa dopiero dwie noce później? A może musieli po nocy wrócić do swoich domów, by ukryć fakt udziału we włamaniu przed małżonkami? Londyńska policja poprosiła już o kontakt wszystkie osoby, których partner potrafi posługiwać się profesjonalnymi wiertnicami i nie było go w domu w nocy z czwartku na piątek oraz z soboty na niedzielę. Może liczą na telefon od porzuconej kobiety, której mąż znienacka zniknął wyjeżdżając do ciepłych krajów wraz ze złodziejskim łupem?

Czy nikt z okolicznych mieszkańców nie zwrócił uwagi na odgłosy dobiegające z piwnicy? W wywiadach z dziennikarzami lokatorzy informują, ze słyszeli hałasy w czwartek wieczorem, ale myśleli, że są one związane z trwającym nieopodal remontem torowiska. Ciekawy jest również wątek podziemnego pożaru, który miał miejsce nieopodal miejsca włamania kilka dni wcześniej. Choć strażacy mówią o zwarciu instalacji elektrycznej, nie jest wykluczone, że pożar mógł być sprowokowany w celu np. uszkodzenia instalacji alarmowej.

Policja poinformowała, ze zabezpieczyła ok. 400 śladów na miejscu zdarzenia oraz kilka tysięcy godzin nagrań z kamer monitoringu tak wszechobecnych w Wielkiej Brytanii.

Zabezpieczenia skabrców

Dlaczego włamanie do skarbca najwyraźniej nie stanowiło problemu dla złodziei? Przyczyny należy upatrywać w postępie technologicznym. Kilkadziesiąt lat temu, gdy budowano tego rodzaju pomieszczenia, odpowiedzią na możliwe zagrożenia było „więcej betonu!„. W dzisiejszych czasach, dzięki łatwej dostępności takich narzędzi jak wiertnica Hilti DD 350, sam beton przestaje być wystarczającą ochroną. Budowane współcześnie skarbce konstruowane są z większym naciskiem na mechanizmy detekcji i reakcji niż prewencji. Czujniki wstrząsów, nacisku, temperatury, kable alarmowe zalane w ścianach i podłączone do obsadzonego całą dobę centrum monitoringu sprawiają, że coraz trudniejsze staje się dostanie do pomieszczenia bez wzbudzania alarmu. Niestety najwyraźniej tego rodzaju zabezpieczeń zabrakło w Londynie.

Co ciekawe nie była to pierwsza w historii wpadka tej firmy depozytowej. W roku 2003 tajemniczy mężczyzna, który wcześniej spędził kilka miesięcy udając handlarza diamentów i wynajmując kilka skrytek, wyszedł ze skarbca z precjozami wartymi ok. półtora miliona funtów, wyjętymi z cudzych skrytek. Jak tego dokonał? Do tej pory nie znamy wyjaśnienia tego zdarzenia. W przypadku świątecznych włamywaczy przynajmniej jasne jest to, w jaki sposób dostali się do skarbca.

Włamywacze

Złodziejom trzeba przyznać, że skok był naprawdę nieźle przygotowany. Jest całkiem prawdopodobne, że włamywacze dysponowali szczegółową wiedzą o systemach zabezpieczeń skarbca oraz architekturze budynku. Na pewno wiedzieli także o systemie monitoringu wideo, ponieważ ukradli dysk twardy zawierający nagrania bezpośrednio z okolic skarbca. Nie jest jasne, czy wiedzieli o innej kamerze, która nagrała ich w korytarzu. Z jednej strony mogli również ukraść to nagranie, z kolei z drugiej strony kamera nie uchwyciła ich twarzy – wszyscy mieli na głowach kaski, czapki lub maski, założyli także odblaskowe kamizelki sugerujące, że są robotnikami wykonującymi swoją pracę. Żaden z nich nie spojrzał także w kamerę ani nawet nie podniósł przy niej głowy. Złodzieje dobrze wybrali takżę termin kradzieży. Od momentu ich ostatecznego wyjścia z budynku do momentu odkrycia włamania minęły dwie doby, dzięki czemu mieli mnóstwo czasu na oddalenie się od miejsca przestępstwa a nawet opuszczenie kraju. Wygląda zatem na to, że o ile nie dojdzie do jakiegoś przełomu w śledztwie, sprawcy mogą jeszcze długo pozostać nieuchwytni.

Jeśli podobała się Wam ta historia, to mamy kilka podobnych w zanadrzu – dajcie znać, czy mamy się za nie zabierać.