11.09.2018 | 19:29

Gosia Fraser

Jak WhatsApp zmienił się w głuchy telefon rodem z horroru

Komunikatory szyfrujące wiadomości pomiędzy urządzeniami są popularne, bo pomagają zachować poufność konwersacji. W Indiach ta cecha przyczyniła się do rozpowszechniania plotek, które zebrały śmiertelne żniwo.

W ostatnich miesiącach w Indiach zginęło ponad 46 osób w wyniku rozpowszechniania przez najpopularniejszy tam komunikator WhatsApp fałszywych informacji o porywaniu dzieci, przestępcach seksualnych oraz osobach sprzedających ludzkie organy. Ataki były wymierzone głównie w “obcych”, osoby z zewnątrz, które tylko przechodziły przez daną wieś czy osadę i stały się ostatecznie ofiarami “wymierzania sprawiedliwości” (czytaj: linczu) jedynie na podstawie wątpliwych informacji niewiadomego pochodzenia.

Anatomia szyfrowanej plotki

Użytkownicy WhatsAppa w Indiach w pewnym momencie zaczęli ślepo wierzyć w treść pochodzących z nieznanych źródeł materiałów wideo, które ostrzegały np. przed uprowadzeniem dzieci czy grasującymi nieopodal złodziejami. Do kilku takich nagrań dotarli korespondenci serwisu BuzzFeed w Delhi

Na jednym z nich widać dziecko, któremu usunięto wszystkie wnętrzności. Film, który trwa nieco ponad 30 sekund, kończy się wezwaniem do “podzielenia się materiałem we wszystkich grupach na WhatsAppie”. Każdy, kto nie wykona wezwania, “nie jest synem swojej matki”. 

Film – jak wiele podobnych – został oczywiście spreparowany. Przedstawia wydarzenia z zupełnie innego miejsca, w tym wypadku – ofiary ataku z użyciem broni chemicznej w Syrii.

Dwa dni po brutalnym linczu na pięciu osobach we wsi Rainpada indyjskie ministerstwo elektroniki i technologii informatycznych oświadczyło, że jest głęboko zaniepokojone “nieodpowiedzialnymi i wybuchowymi wiadomościami pełnymi pogłosek i prowokacji na WhatsAppie”. Ministerstwo skrytykowało twórców i właścicieli komunikatora, zaznaczając, że amerykański koncern nie może “unikać odpowiedzialności”.

Następnego dnia WhatsApp odpowiedział na oświadczenie ministerstwa, stwierdzając, że jest “przerażony tymi straszliwymi aktami przemocy”, ale – jak podkreślił – skuteczne rozwiązanie problemu dezinformacji wymagałoby pomocy ze strony samego rządu.

Minister elektroniki i technologii informatycznych Ravi Shankar Prasad zwrócił się więc z prośbą do firmy o wypracowanie sposobów śledzenia “złowrogich” wiadomości, takich jak te, które doprowadziły do serii samosądów w całym kraju w 2018 r. Dodał ironicznie, że firma “nie potrzebuje technologii rakietowej, aby zlokalizować źródło wiadomości”.

Według przedstawiciela WhatsAppa, Carla Wooga, zaimplementowanie w aplikacji modułu umożliwiającego identyfikację użytkownika podważyłoby sens szyfrowania wiadomości metodą end-to-end oraz “prywatny charakter WhatsAppa, stwarzając możliwości poważnych nadużyć”. “Nadal angażujemy się we współpracę ze społeczeństwem nad wyzwaniem, jakim jest dezinformacja” – zadeklarował. Dodał, że jego firma nie osłabi jednak ochrony prywatności komunikatora, którą zapewnia on swoim użytkownikom.

Stanowisko indyjskiego ministra pokazuje jednak, jak mała jest świadomość wśród rządzących dotycząca wykorzystania komunikatorów z E2EE. Brak wiedzy na temat elementarnych zasad komunikacji przez internet nie dotyczy zresztą tylko tej części świata.

Podczas kwietniowego przesłuchania szefa Facebooka, Marka Zuckerberga, przed amerykańskim Kongresem w związku ze skandalem Cambridge Analytica senator Brian Schatz zapytał go, czy “jeśli wyśle e-maila przez Whatsappa, to czy FB może to zobaczyć”

Internet w Indiach

Dostęp do szerokopasmowego internetu w Indiach jeszcze kilka lat temu był luksusem, na który mało kto mógł sobie pozwolić. Jednak w wyniku ostrej walki o klienta między firmami telekomunikacyjnymi ceny pakietów internetowych spadły na tyle, że obecnie niemal każdy jest w stanie pozwolić sobie na korzystanie z internetu w telefonie. 

Według danych międzynarodowej firmy z branży doradztwa strategicznego Bain & Company w Indiach jest ponad 390 mln internautów. Jednak wskaźnik penetracji internetu jest bardzo niski i wynosi zaledwie 28 proc. Dla porównania wskaźnik ten w Stanach Zjednoczonych wynosi aż 88 proc.

To wystarczyło jednak, aby aplikacje takie jak WhatsApp stały się ogromnie popularne wśród indyjskich internautów. Szacuje się, że z amerykańskiego komunikatora korzysta tam ponad 200 mln osób. Duża część z nich wymienia się za jego pośrednictwem muzyką, filmami oraz plotkami z przyjaciółmi i członkami rodziny, którzy przenieśli się do większych miast w poszukiwaniu lepszego życia.

“Większość z osób, które wyjeżdżają z naszych wiosek na studia lub w poszukiwaniu pracy, znajduje się w co najmniej kilku grupach na WhatsAppie dotyczących spraw wsi” – powiedział cytowany przez serwis BuzzFeed student pochodzący z liczącej 1500 mieszkańców osady Mullge. Jak zaznaczył, on sam znajduje się w dwóch takich grupach: jedna jest przeznaczona dla młodzieży wiejskiej (zarówno tej, która jeszcze tam mieszka, jak i tej, która już się wyprowadziła) oraz do oficjalnej grupy, do której należy m.in. szef rady wsi, przedstawiciele policji i członkowie wpływowych rodzin.

“To są grupy, które otrzymują +forwardy+ od takich ludzi jak ja, którzy wyprowadzili się” – podkreślił student. “Nikt z mojej wioski nie potrafi czytać ani nie ogląda telewizji. Dostają tylko informacje o tym, co się dzieje, z WhatsAppa, więc nie wiedzieli, w co mają wierzyć” – dodał, zaznaczając, że ze względu na swoje wykształcenie nie dał się nabrać na fałszywe wiadomości.

Walka z plotkami

Zaledwie dwie godziny po tragicznym zdarzeniu w Rainpadzie dwóch policjantów weszło do newsroomu lokalnej telewizji kablowej AE Vision nakazując obecnemu tam redaktorowi wysłanie następującej wiadomości:

Wiadomości o uprowadzonych dzieciach przesyłane przez WhatsApp mogą być mylące i zwracamy się z prośbą o niedawanie wiary w nie; każdy, kto zostanie złapany na stosowaniu przemocy lub rozpowszechnianiu tych (fałszywych – red.) wiadomości, zostanie aresztowany i pociągnięty do odpowiedzialności sądowej.

Wiadomość była nadawana przez następne 48h w formie paska u dołu ekranu w telewizji. 

Problem dezinformacji i fałszywych wiadomości w Indiach stał się na tyle poważny, że 10 lipca właściciele WhatsAppa zdecydowali się na wykupienie w indyjskich gazetach (wydawanych m.in. w języku angielskim i w hindi) pełnostronicowych reklam zawierających wskazówki dotyczące rozpoznawania nieprawdziwych wiadomości.

Czytelnikom zalecono sprawdzenie, czy wiadomość została przekazana dalej przez innego użytkownika. W ogłoszeniu zaznaczono, że WhatsApp wprowadził funkcję, która pomoże użytkownikom w identyfikacji przekazywanych wiadomości. Poza tym właściciele komunikatora zachęcają, aby wszystkie fakty, linki i zdjęcia sprawdzać dwa razy.

“Nie zwracaj uwagi na to, ile razy otrzymujesz daną wiadomość. To, że wiadomość jest przekazywana wiele razy, nie czyni jej prawdziwą” – możemy przeczytać w ogłoszeniu. 

Nowe rozwiązania dostępne są jednak tylko dla korzystających z najnowszej wersji WhatsAppa. Natomiast większość użytkowników używa starych wersji programów (przesyłanych przy pomocy np. aplikacji Xender lub ShareIt), aby uniknąć zakładania konta na platformie Google Play. Dzięki temu kampania informacyjna nie ma zbyt dużego zasięgu.

Przyszłość WhatsAppa w Indiach

Według obrońców WhatsAppa firma nie powinna być pociągana do odpowiedzialności za sposób, w jaki komunikują się ze sobą użytkownicy komunikatora. Argumentują oni, że władze w Delhi musiałyby karać operatorów telekomunikacyjnych za to, że ktoś przez telefon poda fałszywą informację o podłożeniu bomby.

Problem WhatsAppa – zauważają przedsiębiorcy z indyjskiej branży technologicznej – polega na tym, że komunikator został stworzony w Stanach Zjednoczonych, ale dostępny jest dla każdego na całym świecie, gdzie normy społeczne i zachowania ludzkie różnią się (czasem bardzo znacząco).

Właściciele komunikatora będą prawdopodobnie dążyli do wypracowania ugodowego stanowiska w całej sprawie, zachowując przy tym swój najważniejszy atut – szyfrowanie E2EE. Firma już teraz ma problemy prawne w Indiach związane z nową funkcją, jaką ma być dokonywanie płatności przez aplikację. Pod koniec sierpnia tamtejszy Sąd Najwyższy wezwał WhatsApp do odpowiedzi na petycję think-tanku Center for Accountability And Systemic Change (CASC), który zarzuca amerykańskiej spółce naruszenie obowiązującego prawa.

Według CASC dla uruchomienia tego typu płatności wymagane jest wprowadzenie urzędnika ds. zażaleń, a także posiadanie swojego biura i serwerów w Indiach.

Można się spodziewać, że decyzja w sprawie uruchomienia usługi płatności będzie w dużej mierze zależała od tego, w jaki sposób WhatsApp poradzi sobie z problemem fake newsów.

Rainpada obecnie

Dzisiaj Rainpada jest praktycznie “miastem duchów”. Kilka godzin po dokonaniu linczu na niewinnych osobach setki ludzi uciekło z wioski, obawiając się policyjnej obławy. Dziennikarze Pranav Dixit i Ryan Mac, którzy odwiedzili to miejsce trzy tygodnie po tragicznych wydarzeniach, spotkali na swojej drodze garstkę dzieci, które bawiły się przed domem pod czujnym okiem dziadków. Kiedy podeszli do nich, aby porozmawiać o tym, co się tutaj wydarzyło, wszyscy nagle uciekli, chowając się do domów i zamykając za sobą drzwi.

W taki oto sposób plotka powtarzana milion razy poprzez szyfrowany komunikator staje się prawdą i wywiera realny wpływ na to, jak działa świat.

Powrót

Komentarze

  • 2018.09.11 20:00 jozek

    Czyli jednym słowem rząd Indii stwierdził, że mieszkańcy Indii to ciemnogród, który wierzy w filmiki z aplikacji mobilnej i linczuje przez to ludzi. I obwinia o to WhatsAppa, nie ogarniając idei szyfrowania end-to-end.

    To tak, jakby na Podlasiu ktoś opublikował na zamkniętej grupie na fejsie, że samoloty prowadzą do raka, a podlasie zaczęło strzelać do samolotów. I to by była wina fejsa :D

    Hahaha. Bawi mnie to :> Chyba za długo już przebywam w internetach, totalna znieczulica i socjopatia, połączona z psychopatią. Ale strzelające do samolotów Podlasie to by było coś xd

    Ktoś tu kiedyś się ze mną kłócił, że ludzie to, że ludzie tamto itp. A ja dalej podtrzymuję, że dostęp do technologii powinien być przydzielany po testach psychologiczno-inteligentnych.

    Większość ludzi do pełni szczęścia potrzebuje tylko żyć i żreć, jak rurkowcy. Nie potrzebują mieć przy tym telefonów, komputerów i internetu.

    Odpowiedz
    • 2018.09.12 07:20 Mieeetek

      Samoloty prowadzą do raka bo rozsiewają chemitrailsy, z którymi mozna walczyć jedynie działami orgonowymi. Wobec tego „strzelanie do samolotów” ma sens.
      Poza tym i tak same te samoloty pospadają na głowy Hindusom bo tam własnie kończy się niebo. W końcu Ziemia jest plaska jak talerz, przykryta niebem, podparta piekłem.

      Odpowiedz
    • 2018.09.12 10:10 jestemfajny

      Samoloty „mogą” powodować raka, ponieważ generują znaczące promieniowanie, które jest brane pod uwagę m.in. dla pracowników. Przyjmowanie kilkuset mili Sv rocznie więcej, o ile może nie zaszkodzić o tyle na pewno zwiększa ryzyko.

      Odpowiedz
      • 2018.09.12 12:29 wkk

        Same samoloty to raczej promieniowania nie generują, chyba że chodzi o coś takiego: https://en.wikipedia.org/wiki/Project_Pluto

        Za to latanie samolotami rzeczywiście wystawia człowieka na większe promieniowanie z racji rzadszej atmosfery na wysokości przelotowej.

        Odpowiedz
        • 2018.09.12 17:16 jestemfajny

          Faktycznie, nie wiem dlaczego wydawało mi się, że to silniki generują sporo promieniowania.

          Odpowiedz
          • 2018.09.14 15:40 Balon

            Promieniowanie w samolocie nie jest generowane przez silniki tylko przez radar w dziobie. Pracownicy naziemni obrywają najbardziej.

  • 2018.09.11 20:10 qbrzydal

    Czarna Wołga krąży…. porywa ludzi… robi z nimi brzydkie rzeczy….

    Odpowiedz
  • 2018.09.11 20:36 Szczepan

    Pytanie: kto i po co? Kto ma takie gó.no w głowie? Jak zwykle – Rosjanie albo Chińczycy?

    Odpowiedz
    • 2018.09.12 03:15 Greony12

      może być to ktokolwiek, nawet typowy dzieciak/gimbus z sadistica co z nudy narobił bagna ta jak jeden z nich w tracie lotu ogłosił ze jest terrorystą a tka naprawdę cwaniaczł by zaimponować kolegom wiec nie musi być to chiny czy konkurencja, może być to każdy nawet emeryt

      Odpowiedz
    • 2018.09.12 17:29 klakier

      Może i ktoś to puścił „dla żartu”, a może ktoś to puścił celowo, bo chciał zobaczyć zasięg i skutki takiej dezinformacji. Dla różnej maści trzyliterowych to może być bardzo ciekawe – jak ogłupić tłum ludzi np. na danym terenie. Fejknews, podmieniony DNS, kilka „niezależnych” źródeł i… okazuje się, że wcale tak daleko nie odjechaliśmy od radiowej „Wojny światów”.

      Odpowiedz
  • 2018.09.12 07:43 dobreta

    „wprowadzenie urzędnika ds. zażaleń, a także posiadanie biura”

    I jeszcze tego w Polsce nie wprowadzili??
    Trzeba szybko poinformować naszych polityków, że kolejni znojomi królika mogą mieć … pracę;)

    Odpowiedz
  • 2018.09.12 10:20 dr0n

    A o wycieku danych z NeoNet i ich matki cisza?

    Odpowiedz
    • 2018.09.12 12:50 Adam Haertle

      Było dwa miesiące temu u konkurencji

      Odpowiedz
  • 2018.09.12 15:09 Ruhe

    Biorąc pod uwagę niedawne działania rządu Indii polegające na drastycznej dewaluacji przy jednoczesnym rozglaszaniu jak to waluty ekektroniczne są narzędziem szatana, po czym rozpoczęto prace nad wdrożeniem narodowej waluty elektronicznej, nie zdziwiłbym się gdyby cała ta afera była zaaranżowana pod zmuszenie whattsappa to monitorowania użytkowników. W dodatku rząd Indii wcake nie musi byc inicjatorem tej akcji tylko sowicie oplaconym wykonawcą zlecenie z zewnątrz, czyniąc swój kraj poligonem społecznych eksperymentów. A za parę lat ktoś to wszystko wykorzysta wdrażając jeszcze bardziej skutecznie.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub inny błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego. Reagujemy równie szybko.

Jak WhatsApp zmienił się w głuchy telefon rodem z horroru

Komentarze