08.10.2018 | 07:08

Mateusz Makowski

Między bezpieczeństwem a inwigilacją, czyli historia o podsłuchiwaniu obywateli

Między bezpieczeństwem obywateli a naruszeniem ich prywatności istnieje bardzo cienka linia. Z działalnością organów ścigania jest mniej więcej jak ze stronami księżyca – istnieje jasna oraz ciemna. O ich „poprawności” trudno jednoznacznie zdecydować.

Żyjemy w czasach, gdy nie ma tygodnia bez informacji o tym, że prywatność obywateli została naruszona przez organy ścigania, polityków chcących powiększyć swoje wpływy czy szantażystów, którzy dla swoich korzyści wdzierają się z butami w nasze prywatne życie. Rządy państw i korporacje starają się wiedzieć coraz więcej o swoich obywatelach i klientach. Skala zjawiska jest pokaźna. W ostatnich dniach o podsłuchiwaniu obywateli pisaliśmy przynajmniej dwa razy – o systemie podsłuchowym na terenie Polski czy o tym, jak smartfony zbierają dane o swoich użytkownikach – a kolejne tematy wypływają (np. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7). Im więcej elektroniki w naszym życiu, tym więcej miejsc, w które ktoś może ingerować.

Gdzie kończy się granica między inwigilacją a bezpieczeństwem państwa czy obywateli? Czy podsłuchiwanie w pozornie szczytnym celu – jakim jest zapobieganie przestępstwom – jest dobre? Trudno na te pytania odpowiedzieć jednoznacznie. Z jednej strony, dopóki człowiek nie zostanie prawomocnie skazany, jest niewinny, przysługują mu również prawa człowieka, które zabraniają wchodzenia w jego życie bez jego wiedzy. Z drugiej zaś zapobieganie atakom terrorystycznym dzięki inwigilacji byłoby pewnie akceptowalne. Większość ludzi wychodzi zapewne z założenia, że dopóki mnie to nie dotyczy, to nie ma problemu. Temat bardzo kontrowersyjny i ilu ludzi na świecie, tyle będzie opinii.

Dilerzy miejcie się na baczności, DEA ma na Was sposób!

W dobie społeczeństwa informacyjnego coraz trudniej jest zaskoczyć czymś drugą stronę. Czasem najprostsze rozwiązania nie są już skuteczne i trzeba pójść o krok dalej. Tak właśnie musiała zrobić Agencja do Walki z Narkotykami (DEA) w walce z kartelami narkotykowymi. Aby zdobyć punkt zaczepienia w śledztwach, jej agenci postanowili wdrożyć w życie dwa plany polegające na dystrybucji podstawionych telefonów komórkowych BlackBerry. Opracowano dwie taktyki – pierwsza z nich zakładała dystrybucję zaszyfrowanych telefonów (do których agencja posiadała klucze szyfrujące) wśród ludzi kartelu. Drugim sposobem była sprzedaż komórek z oprogramowaniem do nadzoru, które było instalowane tuż przed przekazaniem w ręce przestępców lub istniała możliwość jego zdalnego zainstalowania. Dzięki tym rozwiązaniom DEA mogło inwigilować środowisko karteli narkotykowych.

Pierwszą technikę ujawniono w dokumentach sądowych z 2012 oraz 2014 roku w sprawie Johna Krokosa, obywatela Kanady. Na początku 2010 roku osoby związane z Kanadyjczykiem kupowały podstawione telefony od źródła w Kalifornii.  Po aresztowaniu najbliższych współpracowników Krokosa rząd amerykański ujawnił, że posiada możliwość rozszyfrowania przechwyconych danych z urządzeń. W dokumentacji sądowej można przeczytać, że dopiero od połowy 2010 roku agenci posiadali nakazy na monitorowanie podstawionych urządzeń w czasie rzeczywistym, lecz nie ma wzmianki o tym, że mieli zgodę na dystrybucję „zainfekowanych” telefonów. W odpowiedzi na zapytanie od organizacji Human Rights Watch firma BlackBerry zaprzeczyła, jakoby brała udział w tym procederze. Podkreśliła też, że nie posiada kluczy szyfrujących do swoich urządzeń, więc nie byłaby w stanie dostarczyć ich rządowi w reakcji na nakaz sądowy.

Druga taktyka – instalowania oprogramowania do nadzoru telefonu – została wykryta w 2015 roku, gdy wyciekły wewnętrzne e-maile firmy Hacking Team. Wśród korespondencji można znaleźć notatkę ze służbowego spotkania urzędnika DEA ds. zakupów z przedstawicielami wspomnianej firmy. Ani jedna, ani druga strona nie chciały udzielić komentarza w sprawie poczty z dnia 20 maja 2015. Jednak w lipcu 2015 roku Departament Sprawiedliwości USA wystosował list do senatu, w którym potwierdził, że aplikacja do nadzoru od Hacking Teamu może zostać zainstalowana zdalnie lub poprzez fizyczny dostęp do urządzenia. Ponadto w piśmie zamieszczono opis akcji z użyciem „zainfekowanych” telefonów poza granicami Stanów Zjednoczonych. Z wyjaśnień wynika, że wszystko odbywało się zgodnie z prawem – w 16 przypadkach oprogramowanie zostało podłożone na podstawie nakazów sądowych, umożliwiających zbieranie pisemnej komunikacji w czasie rzeczywistym. W tym samym liście widnieje również informacja jakoby DEA zakończył współpracę z Hacking Teamem.

„Wielki brat” patrzy!

Kanadyjski rząd oraz organy ścigania planują wdrożyć dwa algorytmy śledzące użytkowników – zakończenie projektów planowane jest na koniec kwietnia 2019 roku. Ustawodawca poszukuje firmy, która napisze program skanujący media społecznościowe pod kątem używania przez obywateli marihuany (kiedy, gdzie i w jakich ilościach) oraz późniejszej jazdy pod jej wpływem. Oficjalnie założeniem tego przedsięwzięcia jest analiza ludzkich zachowań i możliwość dostarczania lepszych ostrzeżeń o zgubnych skutkach środków odurzających. Jak twierdzą pomysłodawcy, dane mają być anonimowe i nie będą przekazywane do policji czy agencji bezpieczeństwa. Algorytm ma zbierać jedynie metadane, informacje o lokalizacji „zdarzenia”, ale jednocześnie nie zapisywać innych osobistych danych użytkowników.

W przypadku projektu realizowanego przez kanadyjskie organy planowane jest stworzenie algorytmu, który będzie śledził rynki narkotykowe w darkwebie pod kątem kupna-sprzedaży środków odurzających przez obywateli Kanady. Ma to na celu zbadanie rozmiaru tego procederu w internecie, zwiększenie efektywności policji oraz wykrycie nielegalnych internetowych sklepów z narkotykami.

Podsumowanie

Wszelkie ogólnodostępne akta spraw związanych z użyciem podstawionych telefonów BlackBerry przez DEA rodzą więcej pytań niż odpowiedzi. Opisane wyżej działania wywołują kontrowersje, gdyż mocno zahaczają o prawa człowieka. Nigdzie nie ma wzmianki, że czynności te były wykonywane w zgodzie z międzynarodowym prawem. O ile w ramach walki z narkotykami czy terroryzmem można usprawiedliwiać takie działania, to trzeba się mocno obawiać o inne aspekty „bycia” obywatelem – jak wolność słowa, przeciwne poglądy polityczne do rządzących, profilowanie. Podobnie sytuacja ma się w przypadku „wielkiego kanadyjskiego brata”, gdzie projekt pozornie jest dobry, ale ostatecznie nie wiadomo, jak zostanie wykorzystany i na ile anonimowy będzie. Teoretycznie wszystkie wydarzenia mają miejsce za oceanem, ale jeśli ktoś z sukcesem wdroży pewne rozwiązania do inwigilacji, to prędzej czy później zainteresować się nimi mogą także inne kraje.

Im więcej elektroniki w naszym życiu, tym prostsze jest inwigilowanie obywateli. Czy odbywa się to zgodnie z obowiązującymi regulacjami dot. praw człowieka, czy niezgodnie – to już inna kwestia. Z reguły o słuszności podjętych decyzji decyduje punkt widzenia – agencje rządowe, politycy czy urzędnicy będą twierdzili, że celem jest dobro obywateli, natomiast zwykli ludzie mogą sądzić, że jest to zbyt wielka ingerencja w ich życie. Każdy z nich będzie miał trochę racji.

Powrót

Komentarze

  • 2018.10.08 07:45 Profesor

    Winien jest paradygmat mówiący o nadrzędności państwa, który należy porzucić. Instytucja państwa powinna mieć status pomocniczy.

    Odpowiedz
    • 2018.10.08 09:19 Mad Snack

      Wiadomo przecież, że każde państwo jest wrogiem dla swoich obywateli. To wynika z definicji.

      Odpowiedz
    • 2018.10.08 17:48 miszmasz

      „Między bezpieczeństwem obywateli a naruszeniem ich prywatności istnieje bardzo cienka linia.”

      Po pierwsze, nie ma żadnej cienkiej linii. Jest prywatność, która ma być domyślnie szanowana i chroniona, a dopiero w *konkretnych*, uzasadnionych przypadkach i pod *niezależną* kontrolą można inwigilować. Dlatego każda masowa inwigilacja, każde „wyważanie między bezpieczeństwem i prywatnością” jest niesłuszne.

      Po drugie, narusza się prywatność LUDZI. Obywatelstwo nie ma nic do rzeczy – a przynajmniej nie powinno mieć, bo prawo do prywatności jest prawem ludzkim, a nie obywatelskim. Dlatego np. ustawa terrorystyczna obowiązująca w Polsce jest obrzydliwa, bo pozwala służbom na podsłuchiwanie cudzoziemców bez zgody sądu.

      Odpowiedz
      • 2018.10.09 05:53 miejska_partyzantka

        Ustawa antyterrorystyczna jest obrzydliwa, bo była, jest i będzie wykorzystywana do inwigilacji, niekoniecznie adekwatnej do skali zagrożenia. Bo była, jest i będzie wykorzystywana nie tylko do walki z terroryzmem, którego w Polsce jak na lekarstwo, i poważniejszych przestępstw, ale do walki politycznej, do niszczenia niewygodnych ludzi.
        Wystarczy sprawdzić, kto pisał tę ustawę. Wystarczy sprawdzić, kto z niej najwięcej skorzystał. Wystarczy sprawdzić, jakie polityczne rodowody mają szefowie służb i aparatu prokuratorsko-sądowniczego, będących beneficjentami tej ustawy, ze wskazaniem na 3 najbardziej niemoralne persony (B.Ś., M.W., Z.Z.).
        Ustawa jest dlatego zła, bo na szybko pisana i wdrożona przed ŚDM, od początku była tworzona głównie z myślą o korzyściach politycznych, inne cele były tylko pretekstem. PiS potrzebował sprawnego aparatu represji/opresji, chciał zdławić w RP demokrację i w wielu miejscach to zrobił i nadal to robi. Na szczęście Kaczyński nie jest wieczny, w końcu się wypali, a z nim cała ta prawicowo-nacjonalistyczna zgraja. Ale techniczne i prawne możliwości oraz pokusa inwigilacji zostaną już z nami na zawsze w przestrzeni publicznej. Dżin został wypuszczony.

        Odpowiedz
      • 2018.10.14 10:56 Maria

        Gdyby to było takie proste. Póki co – ten komentarz jest jedynie świadectwem naiwności i infantylnej bezkompromisowości człowieka, który świat widzi nieadekwatnie, czarno-biało, bez oczywistych światłocieni życia i jego skomplikowanej złożoności i płynności.

        Odpowiedz
    • 2018.10.14 10:52 Maria

      Widzę, że tęsknoty za anarchią są wciąż żywe. I naiwne. Bardzo dziwne u PROFESORA :/.
      Trza je leczyć rozumem. Jak pokazują prze-liczne przykłady — niestety, a raczej na szczęście — pod żadną szerokością geograficzną anarchia się nie sprawdziła. Rozum [!] podpowiada — DLACZEGO NIE, więc liczę, że Profesor ma go dość.
      Przyznaję — pokusa (PANWOLNOŚCI) jest duża. Jedyne jednak, co się sprawdza nieodmiennie, to IMPERATYW KATEGORYCZNY Kanta (też liczę, że Profesorowi nie trzeba tłumaczyć).

      Odpowiedz
  • 2018.10.08 07:59 alek

    Szanowni.
    Nie ma czegos takie jak prawo miedzynarodowe. Istnieja prawa narodow oraz umowy miedzynarodowe (konwecje, wieostronne,itp).

    Odpowiedz
    • 2018.10.08 08:54 malpiadama

      Nie zapominajmy także, że terrorysta, potencjalny terrorysta lub bogu ducha winny człowiek, który akurat się napatoczył nie jest wcale człowiekiem i można go swobodnie bez konsekwencji przetrzymywać i torturować.

      Odpowiedz
    • 2018.10.14 11:22 Maria

      Cóż za precyzja… :/

      Odpowiedz
  • 2018.10.08 13:04 Jerico

    Wszystko zależy, ile ktoś jest gotowy oddać w imię bezpieczeństwa. Np. ja, wolałbym zaakceptować tę niewielką szansę, że mogę paść ofiarą terroryzmu, ale być wolnym od coraz powszechniejszej inwigilacji. Patrząc na statystyki wiem, że prędzej zginę w wypadku samochodowym, od raka, na zawał lub z jakichś 200 innych przyczyn, niż w zamachu. Ktoś inny może woleć „gwarancję” całkowitego „bezpieczeństwa” za cenę bycia inwigilowanym.

    A twierdzenie Kanadyjczyków, że ich algorytm ma zbierać tylko metadane, jest śmieszne. Właśnie często prościej jest wyłapać wzory, dowiedzieć się kto z kim, dlaczego i o czym, z metadanych. Zresztą dobrze, niech to nawet będą te anonimowe, nieudostępniane policji/służbom dane. Tylko, że jak już algorytm powstanie, to rozszerzenie jego zastosowania, „dla dobra obywatela” oczywiście, będzie już bardzo proste.

    Odpowiedz
  • 2018.10.08 13:13 :)

    moze tak wprowadzic akcyze na nowe artykuly np.99% wartosci i wprowadzic ich obrot z rejestracja kupujacych np. na dowod , wplywy wzrosna , uzytkownicy beda znani … towar bedzie dostepny wiec juz nie tak atrakcyjny … a autor artykulu bardzo splycil temat …. bardziej juz sie nie dalo … mozna dojsc do wniosku iz jest to artykul sponsorowany

    Odpowiedz
    • 2018.10.14 11:07 Maria

      Dogłębne artykuły powstają na uczelniach. TEN jest zajawką problemu i inspiracją do przemyśleń i dyskusji. Czepiaj się swojego czepialstwa, qlego. I idź do biblioteki, jeśli ci głębia potrzebna.

      Odpowiedz
  • 2018.10.08 14:25 Tomasz Miroszkin

    Nie istnieje CIEMNA i JASNA strona Księżyca. Jeżeli autor zaczyna od takiej bzdury to reszty już po prostu nie ma sensu czytać. Księżyc jest oświetlany tak samo jak Ziemia, gdy jedna strona jest jasna, to druga ciemna, to są podstawy astronomii i fizyki!!!

    Odpowiedz
    • 2018.10.08 15:07 Marc

      Tak samo bzdurne jest twierdzenie Einsteina że w czwartej wojnie światowej ludzie będą walczyć na kije i kamienie.
      To tylko skrót myślowy, utarty powszechnie

      Odpowiedz
    • 2018.10.14 11:37 Maria

      Żałosny wykład — z PODSTAW fizyki — przy braku wyczucia stylistycznego. Ktoś, kto mówi o jasnej i ciemnej stronie k(!)siężyca — nie odnosi się do fizyki, lecz do retoryki DWUSTRONNOŚCI zagadnienia. Twoje dyrdymały zachowaj na inne popisy przed inną publicznością.

      Odpowiedz
  • 2018.10.08 17:00 Ciastkowy

    I dlatego takie rodo jest dla mnie bublem i szmirą, kapitaliści dla mnie nie mają znaczenia, natomiast to rząd jest problemem…zamydlili oczy, a pozyskiwać i prać nasze dane będą nadal..

    Odpowiedz
  • 2018.10.09 05:51 albert0

    Stop, księżyc to światło stworzone aby władać nocą. Wszystko co ludzkie jest słabe i kruche, tylko w Bogu nasza nadzieja.

    Odpowiedz
    • 2018.10.10 07:47 Bolek

      Boga nie ma

      Odpowiedz
      • 2018.10.10 16:31 Aleks

        Masz na to jakiś dowód?

        Nie, nie twierdzę że Bóg jest ale chciałbym usłyszeć dowód że go nie ma. Jedni twierdzą że jest inni że go nie ma a ja ciągle nie zobaczyłem dowodu żadnej ze stron.

        Ps. Zwolennicy są w o tyle lepszej pozycji że potrafią przynajmniej argumentować np. niedawno usłyszałem:
        „pokaż mi wiatr; tak samo jak nie widzimy wiatru tylko skutki jego działania tak samo jest z bogie”. Zgoda, przykład nieidealny bo na poziomie cząsteczkowym wiatr widać, ale przynajmniej się starają. A Ty? Masz jakiś argument na poparcie tezy że żadnego boga nie ma? (wszystkich na pewno nie ma bo niektórzy z nich się wykluczają)

        Ok wróciłem :-)
        Mój głos w sprawie bezpodstawnej inwigilacji. Kiedyś byłem całkowicie przeciw. Stałem sztywno na stanowisku uzasadnione podejrzenie – zgoda sądu – inwigilacja – oskarżenie lub usunięcie danych. Wszystko byłoby ok gdyby nie pewien drobiazg. Dla sądu bardzo często bycie szefem kiboli ni jest uzasadnionym podejrzeniem do bycia handlarzem narkotyków czy kierowania gangiem. I choć wszyscy wiedza że kibolstwo to tylko przykrywka to gliniarze muszą bezsensownie tracić czas i energię na zbieranie dowodów w inny sposób, a że grupy są hermetyczne nie jest łatwo o zeznania. W ostatnie aresztowania „miśka” i kilkunastu kiboli z Krakowa i Chorzowa zaangażowanych było ponad tysiąc policjantów. Pytam się gdzie sens gdzie logika? Rozumiem domniemanie niewinności ale niewinnych do gangów nie przyjmują. Sama przynależność powinna być uzasadnionym podejrzeniem.

        Odpowiedz
        • 2018.10.10 20:43 suchan

          > Mój głos w sprawie bezpodstawnej inwigilacji. Kiedyś
          > byłem całkowicie przeciw. Stałem sztywno na stanowisku
          > uzasadnione podejrzenie – zgoda sądu – inwigilacja –
          > oskarżenie lub usunięcie danych.

          Ale w teorii w Polsce tak właśnie jest, jeśli chodzi o podsłuchiwanie obywateli polskich.

          Cudzoziemcy to w polskim prawie kategoria podludzi – traktuje się jak zwierzę w chlewie, któremu można zakładać kamerę w kiblu bez pytania kogokolwiek o zgodę.

          > Wszystko byłoby ok gdyby nie pewien drobiazg. Dla sądu
          > bardzo często bycie szefem kiboli ni jest uzasadnionym
          > podejrzeniem do bycia handlarzem narkotyków czy
          > kierowania gangiem.

          Jeśli tak rzeczywiście jest, to chwała temu sądowi.

          > I choć wszyscy wiedza że kibolstwo to
          > tylko przykrywka

          Nieprawda.

          > Rozumiem domniemanie niewinności
          > ale niewinnych do gangów nie przyjmują. Sama przynależność
          > powinna być uzasadnionym podejrzeniem.

          Bzdura niesamowita.

          Nie każdy kibic to przestępca i członek gangu! Nie każdy kto nienawidzi policji, wrzeszczy ChWDP itp. jest członkiem gangu! Nie każdy kto nie cierpi np. Jarosława Kaczyńskiego i głośno to obwieszcza na różne sposoby jest osobnikiem usiłującym obalić państwo polskie! Nie każdy kto jest ateistą jest wrogiem Kościoła katolickiego! Nie każdy, kto ćwiczy sztuki walki przygotowuje się do brutalnego pobicia! Etc, etc.

          > W ostatnie aresztowania „miśka” i kilkunastu kiboli z Krakowa
          > i Chorzowa zaangażowanych było ponad tysiąc policjantów.
          > Pytam się gdzie sens gdzie logika?

          Liczba policjantów nie musi być związana z trudnością uzyskania zgody sądu na kontrolę operacyjną. Zatrzymanie (nie aresztowanie!) z natury wymaga większych sił niż odsłuchiwanie podsłuchów i przeglądanie treści maili/smsów.

          > (…)
          > gliniarze muszą bezsensownie tracić czas i energię
          > na zbieranie dowodów w inny sposób,

          A dlaczego „bezsensownie”? Policja nie może mieć zbyt łatwo (sic!). Inaczej mielibyśmy właśnie legalną masową inwigilację i państwo policyjne (częściowo niestety i tak to już mamy).

          > a że grupy są hermetyczne nie jest łatwo o zeznania.

          Normalna rzecz. Zeznania to zupełnie inny rodzaj dowodów, podejrzani zresztą składają nie zeznania, a wyjaśnienia, których mogą zawsze odmówić.

          Odpowiedz
          • 2018.10.11 11:22 Aleks

            „Bzdura niesamowita.

            Nie każdy kibic to przestępca i członek gangu!”

            Kibic nie kibol tak. Na razie świadomość jest niska ale na szczęście rośnie. Każda grupa kiboli która razem umawia się na „ustawkę” to formalnie jest gang. Tzw. „ustawka” jest przestępstwem a skoro grupa jest zorganizowana (ćwiczą razem, umawiają się razem) to wyczerpuje znamiona bycia zorganizowana grupą przestępczą. Niedawno w Poznaniu liderzy grupy kiboli która nie handlowała narkotykami ze zdziwieniem usłyszeli takie właśnie zarzuty – kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.

            „Nie każdy kto nienawidzi policji, wrzeszczy ChWDP itp. jest członkiem gangu! Nie każdy kto nie cierpi np. Jarosława Kaczyńskiego i głośno to obwieszcza na różne sposoby jest osobnikiem usiłującym obalić państwo polskie! Nie każdy kto jest ateistą jest wrogiem Kościoła katolickiego! Nie każdy, kto ćwiczy sztuki walki przygotowuje się do brutalnego pobicia! Etc, etc.”

            Oczywiście. Ale ja pisałem o kibolach nie kibicach, nie ateistach nie opozycji.

            „A dlaczego „bezsensownie”?”

            Dlatego że w tym czasie mogliby robić coś innego. To ja (i ty) utrzymuję policję i chcę aby moje pieniądze były wydawane jak najbardziej racjonalnie. Nie stać nas na system amerykański gdzie jest sporo więcej policjantów bo ich nie utrzymamy. A skoro stać nas tylko na kilku to lepiej niech jak najmniej czasu tracą na głupoty. Tak uważam za głupotę tracenie czasu na przesłuchiwanie dziesiątek osób aż któraś się wysypie skoro te same informacje w formie nie budzącej wątpliwości można uzyskać znacznie szybciej inwigilacją.

            „Policja nie może mieć zbyt łatwo (sic!). Inaczej mielibyśmy właśnie legalną masową inwigilację i państwo policyjne (częściowo niestety i tak to już mamy).”

            Między czarnym a białym jest też szare. Nie musimy popadać ze skrajności w skrajność. Nie musimy wybierać między totalną inwigilacją a powszechną bezkarnością. Wystarczyłaby np. prosta zasada że każdy kto raz dopuścił się przestępstwa może być np. przez 6 miesięcy inwigilowany. Wtedy niewinnych inwigilacja by nie dotknęła a wszelkie gangi miałyby bardzo utrudnione zadanie. Bo albo każdy kto raz wpadnie musiałby być odsuwany od gangu i w efekcie brakłoby ludzi albo szybko wpadałby cały gang.

            Przecież to idiotyzm że policja po bijatyce spisuje uczestników i za chwilę wszystkich puszcza wolno bo nikt na nikogo nie chce zeznawać. A tak dostaliby „ogon” np. na pół roku i albo musieli sobie dać spokój albo policja łatwo mogłaby rozpracować całe gangi.

        • 2018.10.15 14:49 Tymcio

          A co jeśli jakiś rząd wprowadzi taki system – załóżmy – implementując najbardziej przyjazne dla obywateli zasady, takie dzięki którym jakaś tam cienka granica została zachowana i wszyscy żyją długo i szczęśliwie, aż w kolejnych wyborach wygrywa inna partia, której lider lub cała gromada o zapędach totalitarnych obsadza wysokie stanowiska swoimi ludźmi, wprowadza swoje własne „usprawnienia”, zmienia zasady i wymogi prawne, wyprowadza pewne blokady etyczne i moralne poza nawias i pięknie sobie je skraca tak by zmienić to w aparat służący wyłącznie interesom jego i partii? CO FTEDY JA SIE PYTOM!

          Odpowiedz
  • 2018.10.10 10:58 Ozjasz Goldberg

    Gdy dla tymczasowego bezpieczeństwa zrezygnujemy z podstawowych wolności , nie będziemy mieli ani jednego, ani drugiego.

    Odpowiedz
  • 2018.10.10 13:37 gosc

    Nie tylko chodzi o prawo do prywatnosci, ale prawo do wlasnego bezpieczenstwa, bo takie sledzace wdrozenia moga miec dodatkowe bugi bezpieczenstwa. Wiec jak chca sledzic to niech sledza to co sami dobrowolnie publikujemy w sieci, bo na to wplywu nie may, chyba ze dostawce internetu zmienimy.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub inny błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego. Reagujemy równie szybko.

Między bezpieczeństwem a inwigilacją, czyli historia o podsłuchiwaniu obywateli

Komentarze