16.02.2020 | 20:20

Agnieszka Wesołowska

Historia bossa mafii, którego nie martwi przegranie 66 mln dolarów w jedną noc

60 mln w jedną noc można przegrać, gdy graczowi się powodzi. Pan Lop zarabia dużo, bo jest udziałowcem światowego rynku narkotyków. Ma opinię „drugiego El Chapo”, ale w przeciwieństwie do niego nie został aresztowany. Pan Lop dobrze sobie radzi z policją.

Światowy rynek narkotykowy to gałąź gospodarki, która przynosi osobom bezpośrednio zaangażowanym miliardy dolarów. Każdy region świata ma swoje specjalności, nie pogardzając oczywiście uzupełnianiem oferty o produkty bardziej niszowe. Przyjrzyjmy się temu zjawisku i jego najnowszemu bohaterowi.

Rynek narkotyków syntetycznych wg UNODC, źródło: https://www.unodc.org/wdr2018/prelaunch/WDR18_Booklet_3_DRUG_MARKETS.pdf

Świat na mecie

Rok 2019 przyniósł nowości w postaci rozbicia kartelu El Chapo Guzmana i wydawać by się mogło, że światowy rynek narkotykowy zostanie w ten sposób osłabiony. Jednak gracze tego rynku doszli do wniosku, że choć pewna przemoc jest niezbędna w prowadzeniu tego rodzaju biznesu, to można zorganizować go ostrożniej i prowadzić działalność skuteczniej. Rynek bowiem jest ogromny i chłonny.

W samych Stanach Zjednoczonych w 2017 ilość uzależnionych od narkotyków szacowano na 12,8 mln. Nowa świadomość produktu sprawia, że rośnie liczba uzależnionych w wieku powyżej 54 roku życia. Potrzeby społeczne zwiększają się w krajach nowoczesnych, otwartych na wolności obywatelskie i jednocześnie dbających o system leczenia uzależnień (np. w krajach skandynawskich), ale też w konserwatywnych państwach, takich jak Iran, gdzie za posiadanie narkotyków grożą najsurowsze kary.

Inteligentny biznesmen wysnuje wnioski z historii ludzi takich jak El Chapo i ułoży swoją historię znacznie korzystniej.

Azjatycki nie-El Chapo

Pan Tse Chi Lop, urodzony w Chinach obywatel Kanady, w ciągu zaledwie kilku ostatnich lat stworzył azjatycki syndykat narkotykowy. Organizacja już jest bardzo bogata, dobrze zorganizowana i mniej gwałtowna niż południowoamerykańskie kartele. „Sam Gor” (a.k.a. The Company) jest sprawnie działającą siecią utworzoną z sojuszu pięciu azjatyckich triad, które trudnią się przemytem m.in. metamfetaminy i heroiny. Powstanie tej struktury było naturalną konsekwencją sytuacji, którą zaledwie 3-4 lata temu media określały jako zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

W 2015 r. w Chinach miało miejsce 165 tysięcy przestępstw narkotykowych. Aresztowano 194 tysiące podejrzanych, skonfiskowano ponad 100 ton narkotyków. Chińska Narodowa Komisja Kontroli Narkotyków ostrzegała, że przestępstwa narkotykowe stają się coraz gwałtowniejsze. Raport komisji donosił o 2,3 mln osób uzależnionych od narkotyków w Chinach. Na 1,4 mld mieszkańców to niedużo, nawet jeśli statystyki rządowe są przekłamane. Inne światowe raporty pokazują, że konsumenci narkotyków znajdują się często bardzo daleko poza Chinami – wystarczy więc dobrze zorganizować produkcję i transport, by nie zmieniając konsumpcji w Chinach, osiągnąć znaczne zyski.

Tym organizatorem był nieznany do niedawna z imienia Tse Chi Lop. Działalność prowadził z Hongkongu, Makao i Azji Południowo-Wschodniej. Świat poznał jego tożsamość dzięki śledztwu dziennikarskiemu Reutersa.

Historia Tse Chi Lopa brzmi bardzo spektakularnie – azjatycki El Chapo przemieszcza się własnym odrzutowcem, chroni go oddział tajskich kickbokserów, a do pieniędzy mafiozo ma stosunek bardzo swobodny. Zgodnie z powiedzeniem, że jeśli coś łatwo przychodzi, to i może łatwo odejść, Lop bawi się pieniędzmi, np. przepuszczając je w kasynie. Podobno podczas jednej nocy w kasynie w Makau przegrał skromne 66 mln dolarów i niespecjalnie się tym zmartwił.

https://twitter.com/jwhitejr/status/1184573960370962443

United Nations Office on Drug and Crime szacuje nieprecyzyjnie wartość obrotu Sam Gor na 8 do prawie 18 mld dolarów rocznie. Biuro ONZ szacuje, że kartel ma 40–70% udziału w hurtowym regionalnym rynku metamfetaminy i realnie wpłynął na zwiększenie go co najmniej czterokrotnie w ciągu ostatnich pięciu lat.

Lop jest oczywiście osobą poszukiwaną, w dodatku śledczy nie chwalą się prowadzonymi działaniami. Nad sprawą pracuje Australijska Policja Federalna (AFP) wraz z innymi służbami z 20 krajów Azji, Ameryki Północnej i Europy, w tym Birmy, Chin, Tajlandii, Japonii, Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz całkiem nieoficjalnie współpracującego Tajwanu.

Tse Chi Lop należy do ligi El Chapo, a może Pablo Escobara – twierdzi Reuters i nie wiemy, czy Lop uważa to określenie za komplement czy obelgę. W każdym razie Tse Chi Lop to ktoś w rodzaju dyrektora generalnego. Nadzoruje pełen zakres działań organizacji – produkcję i dystrybucję narkotyków, rozszerzając sieć daleko bardziej niż kiedykolwiek robili to wymienieni przywódcy karteli. Zbudował strukturę odmienną od dyktatorskich schematów rodem z Ameryki Łacińskiej – syndykat Sam Gor jest wspólnie zarządzany przez min. 19 liderów z różnych krajów. Tse Chi Lop to T1 – główna postać. Handel prowadzony jest z bardzo rozproszoną siecią odbiorców lokalnych, co również różni The Company od wzorców El Chapo. Produkty trafiają tak do Yakuzy, jak i np. do Australii, Libanu, Tajlandii czy Wietnamu.

Poza tym T1, choć lubi pobawić się zarobionymi środkami, jest skromny. Nie kupuje rządów, nie pali w kominku pieniędzmi, nie fotografuje się z dziećmi pod Białym Domem.

źródło: http://historiajednejfotografii.blogspot.com/2016/11/smierc-pablo-escobara.html

Teraz trzeba go aresztować

Tse Chi Lop nie jest człowiekiem znikąd. Jako młodzieniec, wbrew przymusowemu porządkowi Mao, został członkiem lokalnej triady, by przy pierwszej okazji uciec z ChRL do Hongkongu, a stamtąd do Kanady. Całe swoje życie trudnił się narkotykowym biznesem i rynek azjatycki zna jak własną kieszeń. Odsiedział 6 lat w USA za przemyt. Wybronił się od dożywocia i obiecał działania na rzecz społeczeństwa. Jako odpowiedzialny obywatel założył firmę w 2011 r. – China Peace Investment Group Company Ltd. To podwaliny The Company. Od tego momentu jego działania były bardzo przemyślane.

Zasłynął wśród dealerów jako dobry dostawca, dający gwarancję i doskonały serwis posprzedażowy. Jeśli dostawa została przechwycona przez policję, Tse wysyłał bez opłat nową lub oddawał pieniądze. Poza tym był miły, przyjazny, rodzinny i nie używał gróźb. Oczywiście ten biznes ma swoje prawa, więc jeśli trzeba było, zlecał normalne tortury z użyciem lampy lutowniczej i prądu, a filmy z tych zabiegów przesyłał dalej dla uzyskania odpowiedniego efektu psychologicznego. Przemyt odbywał się na ogół w paczkach z liśćmi herbaty. Fabryki, które produkowały dla niego m.in. metamfetaminę (i wiele innych narkotyków), były tak duże i tak jawnie zorganizowane, że pracownicy nie przejmowali się nawet charakterystycznym zapachem, którym przesiąkali podczas produkcji. Jak to rozwiązywano? Bardzo prosto: „nie rozmawialiśmy o tym”.

Co dalej z panem Tse? Najbardziej poszukiwany przestępca świata na razie pozostaje nieuchwytny. To, że jego tożsamość jest znana, nie oznacza jeszcze, że pozwoli się złapać i zamknąć swój biznes. Utrata towaru i pewne straty operacyjne to nieodzowna część biznesu narkotykowego i jak do tej pory Tse Chi Lop doskonale rozumiał tę kwestię – zupełnie inaczej niż Pablo Escobar czy El Chapo, którzy swoje narkotykowe imperia i biznesy traktowali jako sprawy bardzo osobiste. Dla Tse to, co robi, to biznes. Ma wiedzę, doświadczenie, sieć wdzięcznych klientów i otwarte, wciąż powiększające się grono odbiorców. To daje poważną szansę na uniknięcie spotkania z systemem sprawiedliwości.

Powrót

Komentarze

  • 2020.02.16 21:18 Duży Pies

    „60 mln w jedną noc można przegrać, gdy graczowi się powodzi”
    Chyba miało być: „gdy graczowi się nie powodzi”?

    Odpowiedz
    • 2020.02.17 00:15 jaszczomp

      żeby mieć luźne 60 baniek na zabawę w kasynie to raczej musi się powodzić =)

      Odpowiedz
    • 2020.02.17 00:25 Janek

      Dlatego że mu się powodzi mógł przegrac 60 mln

      Odpowiedz
    • 2020.02.17 02:04 gosc

      Albo czasami w kazdej partii musi isc dobrze zeby postawic wiecej i przegrac.

      Odpowiedz
    • 2020.02.17 08:10 Agnieszka Wesołowska

      Jeden zbiera znaczki, inny przepuszcza 60 mln, kwestia wyboru formy rozrywki.

      Odpowiedz
      • 2020.02.17 09:52 unknow

        Kierowniczko… A kiedy coś o le roux’ie?
        Pozdrawiam

        Odpowiedz
        • 2020.02.17 09:52 Agnieszka Wesołowska

          Naczelnego zapytać, napisane aż 3 części.

          Odpowiedz
          • 2020.02.17 21:13 Duży Pies

            Zapytać Naczelnego, czemu nie zamieścił moich propozycji do Weekendowej Lektury. Wysłałem listę 5 książek i echo :)

  • 2020.02.16 21:34 Duży Pies

    „Ma wiedzę, doświadczenie, sieć wdzięcznych klientów i otwarte, wciąż powiększające się grono odbiorców”
    Ma też całą masę wrogów, począwszy od wielu policji i służb, skończywszy na setkach bandziorów którzy chętnie zajęliby jego miejsce.
    .

    „To daje poważną szansę na uniknięcie spotkania z systemem sprawiedliwości”
    Tylko do czasu. Wielkie przestępcze pieniądze to wielu wrogów i duże niekończące się problemy. Nie da się iść przez życie ciągle oglądając się za siebie. To zabija, dosłownie.

    Odpowiedz
    • 2020.02.17 00:28 Moris

      Historia uczy, że tacy ludzie żyją. hmmm, dosyć szybko :-)
      Myślę że facet doskonale wie na jakim wózku jedzie i po prostu korzysta z tego co mu zostało. Wcześniej czy później ktoś się spruje ze marę milionów zielonych papierków, popełni drobny błąd katastrofalny w skutkach, konkurencja podeśle jakiegoś umyślnego i mocno zdeterminowanego i puf! Było i nima. I na pewno wie, że raczej starość mu nie grozi, a koniec pewnie będzie miał w jakimś rowie albo w zawalonym bunkrze.

      Odpowiedz
      • 2020.02.17 09:48 Luster

        Samo to, że zostały ujawnione jego dane znaczy, że ktoś się spruł.
        Ale dopóki unika przemocy wobec „cywili” i płaci działkę odpowiednim służbom ChRL na wysokim szczeblu i innych państw na niższym to ma szanse dobrze prosperować.
        Walka z kartelami z Meksyku pokazała, że narkotyki mogą być mniejszym problemem niż przemoc związana z ich zwalczaniem. I zapewne wielu decydentów chętnie wymieni meksykańskich kiziorów mordujących całe wsie na sympatycznego pana Tse, który tylko czasem potraktuje jakiegoś nieuczciwego partnera lutownicą.

        Odpowiedz
  • 2020.02.16 22:39 Jan

    Powinniśmy to opodatkować i dać ludziom wolny wybór. Byłoby więcej pieniędzy dla tych co chcą żyć.

    Odpowiedz
    • 2020.02.18 09:22 Krzysztof Kozłowski

      Ale to już mamy przepracowane.
      Zalegalizowaliśmy i opodatkowaliśmy i sprzedawaliśmy normalnie.
      Zresztą tak naprawdę nadal w pewnym stopniu są i legalne i opodatkowane. I po cichu u nas się próbuje coś z tym robić, choć w mojej opinii dość nieudolnie.
      Wiesz czemu narkotyki są nielegalne i ścigane? Bo wolny nieograniczony dostęp się nie sprawił. Ale musisz się do tego poduczyć historii mało znanej. Tej, której jakoś w szkołach nie uczą. Ważne jest kto komu kiedy dał łupnia. A to, że społeczeństwo się staczało? Po co uczyć? Jeszcze przypadkiem dzieciaki by zaczęły myśleć i nie dały sobie wciskać tego, co je odmóżdża.

      Co więcej. Holandia pokazała, że jednak ta współczesna legalizacja nie była taka dobra. Już mamy powolny, ale jednak proces zaostrzania. Ale i też spory problem mają z „zdrowiem psychicznym”. Powoli się okazuje, że głosy oszołomów psychiatrii, że trawka nie jest taka nieszkodliwa okazują się mniej oszołomskie niż chcieli tego postępowcy… Ba okazują się zupełnie nieoszołomskie.
      I to, że wzrasta ilość psychoz to pikuś, bo to tylko kilkanaście procent. Ale że wzrasta apatia depresje i mud na nic nierobienie… to już jest problem.
      Dodatkowo niestety „medyczna marihuana” staje się słowem kluczem do promocji niby leczniczego i nieszkodliwego ziółka. Cóż jak się rozmawia z ludźmi coś wiecej wiedzącymi to miedzy medyczną a normalną jest spora przepaść a i medyczna wcale nie musi być obojętna dla zdrowia.
      Zresztą gro leków jest najnormalniej szkodliwa i nie powinno być stosowanych rekreacyjnie i wiele z nich to nic innego jak narkotyki. Tak samo jest z marihuaną. W pewnych przypadkach korzyści przewyższają ryzyka/ szkody i tyle.

      W Holandii dostrzegli ten problem i powolutku się wycofują. Z tym ze zdają sobie sprawę, że ostre cięcie jest nierealne tak samo jak z alkoholem czy papierosami.

      Ale idąc dalej można znaleźć opracowania, które pokazują ze Holandia nie koniecznie zalegalizowali maryśię bo taka fajna i dobra. Zrobili to, żeby część ludzi odciągnąć od mocniejszych narkotyków. Zadziałało? Niekoniecznie, bo nie zmniejszyło to narkomanii. Ciężko znaleźć opracowania dotyczące leczenia uzależnień, w których ktokolwiek mówi, iż dostępne „miękkie narkotyki” nie powodują pogłębienia uzależnienia. Przeciwnych opinii za to jest całkiem sporo.
      Jakoś wciąż kliniki na całym świecie leczą z uzależnienia od od nieszkodliwej i zdrowej marihuany. Wciąż ona jest powodem wielu tragedii.

      Z twojej opinii można wyczytać, że uważasz ze ćpuny same się wykończą. Niestety to znowu błędna teza. Niestety nie wykończą a będą degradować społeczeństwo. Okres „fajności” jest za długi. Szczególnie w przypadku marihuany. A biorący sa fajni wyluzowani wiecznie uśmiechnięci i niczym się nie przejmują…. Tacy jak wszyscy by chcieli być.
      To nie alkohol, po którym cuchniesz zataczasz się i rano masz kaca. Po niej Ci się powolutku przestaje chcieć robić coś innego niż palić. Przestajesz myśleć o czymkolwiek innym niż paleniu. Czasem złapiesz deprechę czasem psychozę… Powoli i bez wyraźnego związku. Przypadki, w których po jednym skręcie człowiek ląduje w klinice, bo ma ostrą psychozę są rzadkie i „środowisko” ich nie widzi. Zresztą ogólnie wyparcie jest niesamowite. Dość łatwo rozpoznać osobę palącą, bo nie ma jednej rozmowy z nią, żeby nie wspomniała o paleniu…
      Więc nie, nie wykończą się. Nawet opiaty nie zabijają tak łatwo. Niestety ilość ich legalnej sprzedaży pokazuje, że uzależnionych w Polsce jest bardzo dużo i zapewniam Cię, że są to ludzie również z Twojego otoczenia. Jak poznasz problem zaczniesz ich dostrzegać. (część sobie nawet może sprawy nie zdawać z problemu!)
      Latami ludzie sie degradują i w momęcie kiedy nie są w stanie funkcjonować najczęściej poprostu znikają z środowiska ale nie umierają. W wielu wypadkach nawet nie będziesz wiedział ze lądują w klinikach odwykowych. Jeszcze potem wracają kilka razy, ale zdegradowani coraz bardziej. I mało kto wie czemu. Tylko że wyleczeń masz kilka procent. A narkotyki niszczą inaczej niż alkohol. Czyściej ciszej i mniej widocznie dla społeczeństwa.
      Ale nie jest to niestety mniej dla społeczeństwa destrukcyjne.
      Co, jak pisałem, już wiemy z historii, która doprowadziła do delegalizacji narkotyków.

      Więc nie będzie wiecej kasy dla chcącyć żyć tylko wiecej kasy bedziesz wydawał na sprzątanie syfu po ćpających. A będzie jej mniej, bo olbrzymia ilość ludzi po prostu nie będzie chciała pracować i nie będzie zdolna pracować. I nawet jak nie będziesz ich leczył (czyli cyklicznie odratowywał i na chwilę doprowadzał do stanu względnego funkcjonowania) to oni nie umrą. Będą latami na ulicy ćpać.

      A ludzie chcący żyć mają coraz więcej problemów psychicznych. A psychiatria ma słabą odpowiedź. Leki są otumaniające i uzależniające.
      Zresztą odpowiedzią psychiatry na problem dziecka z funkcjonowaniem w grupie jet, że powinno się dostosować.
      Jak dziecko mówi, że grupa pije i to pije dla picia tak samo się upala to lekarka stwierdza ze dziecko demonizuje i na pewno nie jest tak źle :D:D:D Jak dziecko mówi, że nie może znaleźć ludzi ktrózy by chcieli jakiś sport razem uprawiać czy wyjść w góry to słyszy, że jest za ambitne :D:D:D.

      Wyjścia w góry u córki w gimnazjum się nie odbywały, bo nie było grupy… 10 osób… Teraz jest w liceum i problem jest ten sam.
      Na 500 osób nie ma 10, które by chciały wyjść w góry!

      Lekko licząc 90% dzieciaków jest uzależniona od telefonu nic nierobienia i dostosowywania się go grupy. A ta niestety nic nie robi lansuje się i dostosowuje do… Chlania na umór.
      I powiedzenie, że my też to robiliśmy jest obłudą.
      Nie wiem, ale ja mając niepełne 40 lat pamiętam z imprez że ich podstawą było spotkanie się ze znajomymi poznanie nowych ludzi rozmowy do rana i zajebista atmosfera i wspomnienia…Alkohol i to dużo był… Ale nie było chluba się spruć i co do zasady to było wyśmiewane i stygmatyzowane Teraz? Jeszcze przed imprezą większość jest nachlana. Po godzinie zaczynają odpadać…
      Celem i chluba jest robić z siebie idiotę i się nachlać.

      I mówię o imprezach dzieciaków elit.
      To widać jak sie zatrudnia ludzi. Nie chce im się robić. Nie umieją się przyłożyć. Trzeba stać z batem, żeby nie siedzieli na mediach społecznościowych. Poziom samodzielności i parcia, żeby coś zrobić zaczyna zbliżać się do zera.
      Coraz częściej widzę to ze do środy mają zamulenie po weekendzie a od czwartku ich już nosi, bo nie mogą się doczekać na piątkowy chill out.
      To nie rokuje.
      Lat temu prawie 20 kumpel po powrocie z Irlandii mówił, że ich młodzież ma zupełnie zryte berety. Że im sie nie chce nic robić tylko by palili trawkę pili i przejadali co ich rodzice zarobili. A ich zabawa polega na nadpruciu się…
      A nie byliśmy z grzecznych dzieci. :D I niestety teraz widzę to co oni wtedy przerabiali.
      Nie licz na to, że będziesz miał więcej kasy jak ludzie nie radzący się uzależnią.

      Odpowiedz
      • 2020.02.18 16:53 lol

        Prohibicja pokazała idealnie do czego prowadzą zakazy. Pod koniec obowiązywania tego poronionego pomysłu, ludzie spożywali znacznie więcej alko niż w czasie jego legalności Xd

        Jeśli popatrzymy na nieudolność naszych organów ścigania – dojdziemy do wniosku, że to po prostu nie będzie miało sensu. Znam tylko jedną osobę która wpadła, a palili i zażywali piguły niemal wszyscy Xd Po co nam fikcja??

        Odpowiedz
        • 2020.02.18 21:45 Krzysztof Kozłowski

          W 1830, przeciętny Amerykanin spożywał 1,7 butelki wysokoprocentowych napojów wyskokowych w tygodniu, trzy razy więcej niż w 2010[5]. Źródła naukowe podają, że w latach prohibicji konsumpcja alkoholu zmniejszyła się o 50%, przyjęcia do szpitali psychiatrycznych z powodu psychozy alkoholowej o 60%, a zatrzymania z powodu stanu nietrzeźwości o 50%; zmniejszyła się też liczba spraw rodzinnych powiązanych z nadużywaniem alkoholu, a liczba przypadków śmiertelnych w związku z zatruciem nielegalnym alkoholem nie wzrosła.

          Cytując za wiki która to powołuje się na Joseph Califano, „Fictions and Facts About Drug Legalization,” America 174:9 (16 marca 1996), s. 7.

          Wiesz nie znalazłem nigdy żadnych opracowań sensownych mówiących o wzroście konsumpcji. Co więcej, prohibicja w USA jest faktem do tej pory. Lokalnym, bo lokalnym, ale jednak.
          Za to w krajach skandynawskich masz dokładną kafganiec włącznie w tym skrajnym przypadkiem gdzie alkochol możesz kupipć jedynie płacąc kartą i jedynie w sklepach państwowych. I o ile opracowania, do których dotarłem mówią prawdę to nadmierne zakupy kończą sie interwencją państwa.

          Czytając troszkę opracowań można jednak przyjąć, że prohibicja przyniosła pozytywny skutek społeczny. Jednak zatrzymano pijaństwo w narodzie. To, że to spowodowało rozkwit bandytki to inna bajka. Ale to nie sama prohibicja a ciche przyzwolenie na podziemie i to, że wielu polityków i działaczy się nie zgadzało z nią więc ja torpedowali.

          Łudzenie się, że legalność zniszczy nielegalny rynek jest teś śmieszna. Nie zniszczy, bo nie zniszczyła do tej pory. Zalegalizowane narkotyki będą drogie. Nielegalne tanie.
          Tak jest teraz tak będzie puźniej.
          Zwiększymy rynek państwo na tym będzie zarabiać i wielokrotnie więcej wydawać na leczenie uzależnionych.
          Jak by państwo chciało poważnie podejść do leczenia alkoholizmu to by wydało o wiele więcej niz zarabia na nim.
          A jak by policzyć, ile kosztuje leczenie chorób jemu towarzyszących….

          Jeśli masz jakieś opracowania o wzroście spożycia w czasie prohibicji to proszę daj link.

          Odpowiedz
          • 2020.02.19 09:01 Agnieszka Wesołowska

            Na krajach skandynawskich to się akurat trochę znam. Prohibicja sprzyja spadkowi konsumpcji u osób, które są nią zainteresowane niezbyt często i w celach rekreacyjnych. Ci faktycznie piją rzadziej, ponieważ nie mają chęci na pielgrzymki do sklepów monopolowych, a wysoka cena bywa wystarczająco zniechęcająca. W Polsce moje spożycie alkoholu – ten rodzaj rozrywki interesuje mnie rzadko i niezbyt mocno – może oznaczać 2-3 drinki w miesiącu. W Skandynawii będzie to (średnio) – 2-3 drinki w kwartale, konieczność zorganizowania alkoholu mnie na ogół zniechęca. Tyle, że wielkość konsumpcji alko przez osoby takie jak ja, nie wpływa w żaden sposób na powstawanie ew.problemów społecznych. A taka polityka w najmniejszy sposób jednak nie wpływa na zainteresowanie alkoholem osób, które są uzależnione lub w inny sposób wiążą z alkoholem swój styl życia. Faktycznie, chęci takich osób w nieznaczny sposób wpływają na oficjalną sprzedaż alkoholu, czytaj: nie zaopatrują się oni w oficjalnych sklepach. Tym sposobem kraje skandynawskie, mając podobny jak Polska problem z alkoholizmem i zjawiskami z tego płynącymi, nie mają legalnego dochodu ze sprzedaży alkoholu porównywalnego z innymi krajami, gdzie alkohol nie jest sprzedawany z ograniczeniami. Mają tez problem z przestępczością związaną z przemytem, a który jest organizowany często przez osoby, które tę działalność prowadzą obok legalnej pracy na rzecz danego kraju. Oznacza to, że przemytnik po wpadnięciu nie tylko staje się problemem dla państwa z powodu konieczności ukarania go i przetrzymania w więzieniu lub usunięcia z państwa – tworzy się wtedy również wakat w pracy legalnej. Prohibicja nie zatrzymuje też tego, na czym państwu szczególnie zależy, czyli rozpijania młodzieży. Przemyt istnieje, więc nieletnim jest łatwiej nabyć nielegalną (i tańszą niż kupowana w sklepie) wódkę, niż gdyby dostęp do alkoholu był mniej więcej taki jak w innych krajach Europy. Zwracam też uwagę, że są statystyki i statystyki – potrafią różnić się w zależności od tego, co chce się wykazać. W Wiki, która podaje badania, na które się powołujesz, istnieją dwie opinie nt. prohibicji – sprzeczne. W jednej „zmniejszyło się”, w drugiej wręcz przeciwnie.

            Interesujące jest też zjawisko narkomanii, która rozwija się we wszystkich krajach świata bez jakiegokolwiek sprzyjania obrotowi narkotykami. Wyjątkiem jest Holandia, acz trzeba wziąć pod uwagę, że legalne coffee shopy to naprawdę margines możliwości zaopatrywania się w substancje psychoaktywne w tym kraju. Czy Holandia dostrzega problem uzależnień i jest niezadowolona z turystyki w celach kultywacji nałogu? – tak. Czy jest to zjawisko, które wzbudza niepokój społeczny i nakłania państwo do podążania za oczekiwania obywateli? Wątpliwe. Zwłaszcza, że Holandia jest fantastycznym źródłem przerzutowym dla potężnej ilości narkotyków najzupełniej nielegalnych oraz biedzi się ze zjawiskiem nielegalnych upraw marihuany, a co z kolei wiąże się z problemami z przestępczością inną niż mokra robota: mamy nielegalnych ogrodników, elektryków, magazynierów etc. Wepchnięcie np. handlu alkoholem czy marihuaną w szarą strefę nie oznacza tylko tego, że będzie kilkuset przemytników więcej – oznacza, że potencjalnie pożyteczni dla państwa obywatele zostaną wprzęgnięci w działalność przestępczą.
            Państwa już wydają na leczenie uzależnionych i nawet jeśli wyobrazimy sobie, że nagle cudownie znika z rynku cały alkohol i wszystkie narkotyki, to będą uzależnieni od hazardu, urządzeń elektronicznych (również od tv), sportu, jedzenia, pracy – bo zachowania kompulsywne nie znikną dlatego, że się ich zakaże.

            https://www.rp.pl/Polityka/180819861-Norwegia-Rzad-bedzie-dostarczal-heroine-narkomanom.html – warto rzucić okiem na informację, która znajduje się na końcu artykułu.

            https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1519180,1,skandynawski-problem-z-alkoholem.read

          • 2020.02.19 15:37 lol

            Dobrym przykładem, że Krzysztof się myli, jest drakońska prohibicja w Związku Sowieckim.

            „Decyzja o zakazie alkoholu była dość jednostronna, dlatego jej efekt był krótkotrwały — ocenia Emilis Subata. — Co prawda, początkowo na jakiś krótki okres zmniejszyła się liczba zatruć, przypadków psychozy alkoholowej. Ale wkrótce zaczęto produkować nielegalne napoje alkoholowe i pozytywny efekt przepadł. Stało się jasne, że strategia państwa była niesłuszna — w końcowym efekcie nie osiągnięto pozytywnego rezultatu. ”

            „Drakońskie środki lat 1985-1987 nie przyniosły pozytywnych rezultatów. Rosja zajmuje pierwsze w świecie miejsce według rocznej ilości zgonów spowodowanych nadużywaniem alkoholu.”

            https://kurierwilenski.lt/2015/05/20/prohibicja-po-sowiecku-30-lat-minelo/

            Nie zapominajmy też o tym, że kupując alko lub narko nielegalnie, jesteśmy wystawieni na ryzyko kupienia czegoś bardzo szkodliwego dla zdrowia. A powikłania i leczenie ich mogą być bardzo wysokie. A tak zapewnie się stanie, bo zostało to już przetestowane.

            „Kupowali alkohol nawet ci, którzy go nie potrzebowali. To właśnie wtedy zaczęto robić i sprzedawać pokątnie „krzakówkę”.

            Mając serdecznie dość drastycznego ograniczenia alkoholu i kolejek, naród sięgnął po zamienniki: ze sklepów zaczął znikać tani cukier, a zaczęło kwitnąć bimbrownictwo, ludzie wypożyczali sobie nawzajem aparaty samogoniarskie i wkładali wiele inwencji w produkcję domowych trunków wysokoprocentowych. Studenci dla uzyskania powalającego efektu zaczęli wódkę gazować w syfonach. Ze sklepów zaczęły znikać nawet tanie wody kolońskie „Szypr”, „Ogórkowa”, „Konwaliowa”. Z tamtego też okresu pochodzi inny kawał.”

  • 2020.02.17 01:36 A

    Kiedy do pisania zatrudniacie kogoś kto się na tym zna. Tych wypocin pani Agnieszki nie można czytać.

    Odpowiedz
    • 2020.02.18 13:10 Felek

      A nie prościej wpierw napisać z czym masz problem?
      Czy po prostu tak sobie piszesz, dla pisania i powiększenia ego?

      Odpowiedz
    • 2020.02.18 20:32 Zdzich

      więc nie czytaj

      Odpowiedz
  • 2020.02.17 08:04 m

    lampa lutownicza ? translator zaszalal ?

    Odpowiedz
    • 2020.02.17 09:53 Agnieszka Wesołowska

      Wolisz „lutlampa”?

      Odpowiedz
  • 2020.02.17 11:19 Grzegorz

    A może przegrał te 60 mln aby je wyprać :-D

    Odpowiedz
  • 2020.02.17 15:56 lol

    „Produkty trafiają tak do Yakuzy”

    Nie wiem czy to info jest prawdziwe. Yakuza co do zasady nie działa w biznesie narko. Mało tego, zwalcza ludzi tym się trudniących.

    A odnośnie bohatera arta to zawsze mnie zastanawiało, dlaczego takie zorganizowane i inteligentne osoby nie idą w legalną działalność. Ryzyko wpadki nieporównywanie mniejsze i życie spokojniejsze. Także dla rodziny. Z takimi umiejętnościami nie byłoby problemu zostać politykiem i legalnie kraść miliony Xd

    Poza tym po raz kolejny sprawdza się zasada, że jak robisz coś dobrze to jest gdzieś na świecie Azjata, który robi to lepiej…

    Odpowiedz
    • 2020.02.17 21:08 Duży Pies

      „Yakuza co do zasady”
      Świat się zmienia i grupy przestępcze też ewoluują.
      Nie trzymaj się sztywno takich trochę filmowych wyobrażeń o nich.
      Stare pokolenie umiera, na jego miejsce wchodzą młodsi, niekoniecznie myślący jak ich poprzednicy.
      Przykład z polskiego podwórka: kiedyś nie do pomyślenia było porwać dzieciaka, okaleczyć go albo go zabić. Prószków, Wołomin robił różne rzeczy ale dzieci nie ruszali. Ci co przyszli po nich, przestępcami „z zasadami” nie byli. Przykład do poczytania: https://wyborcza.pl/1,75398,11770076,Porwali_syna_biznesmena___Do_kanalu_z_bogatym_.html

      Odpowiedz
      • 2020.02.18 14:29 lol

        Nieprawda. Nawet teraz „ojciec chrzestny” największego klanu gardzi narko.

        „Kazuo Taoka, oyabun Yamaguchi-gumi, założyciel Ligi, wielce gardził zażywaniem narkotyków. Aktualny Oyabun, Tsukasa Shinobu, podziela jego zdanie. Narkomani są zazwyczaj wyrzucani z szeregów japońskiej mafii, a handel narkotykami uważa się za przestępstwo bardziej szkodliwe niż prostytucja, hazard, szantaż czy wymuszanie. Yakuza uważa, że narkotyki szkodzą ludziom, osoby od nich uzależnione są skłonne do przemocy, a kraj, w którym bierze się narkotyki jest zwyczajnie słaby. Handel narkotykami postrzega się też jako działalność, która nie wymaga przedsiębiorczości i rozwagi i niegodną „szlachetnego yakuzy”.”

        https://www.vice.com/pl/article/8gyz35/najwieksza-japonska-organizacja-przestepcza-zalozyla-strone-internetowa

        Dkatego według mnie pisanie o Yakuzie jago ogólnie popierającej narko, jest naduzyciem. Pojedynczy mafiozi lub nawet pomniejsze klany mogą robić narkobiz, ale to nadal jest tylko znikoma mniejszość. Bonzowie to jest Yakuza, bo to oni kontrolują tę organizację i nadają jej ton i oni nie chcą narko. Autorka powinna napisać o japońskich przestępcach, bo wrzucając wszystkich do jednego worka tworzymy kuriozum. Jak 10 Polaków zgwałci dziecko, to wszyscy Polacy to pedo? Oczywiście nie.

        Odpowiedz
      • 2020.02.25 18:32 Bbzndnssn

        Uwielbiam te gloryfikacje bandytow BO ONI NIE TACY ZLI, TAMCI GORSI XD Wolomin tez porywal dzieci, nawet kolegi – sprawa Klepaka z synem Cebera, a samego Cebera pozniej wywalili w powietrze bo dowiedzial sie kto to zrobil, opowiadal w srodowisku i chcial zwrotu hajsu.

        Pseudo moralizatorzy, ktorzy za tira fajek drugiego zniszcza.

        Odpowiedz
  • 2020.02.18 10:37 Łukasz

    Przecież przegrał to w swoim własnym kasynie :D To w czym problem ?

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub inny błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego. Reagujemy równie szybko.

Historia bossa mafii, którego nie martwi przegranie 66 mln dolarów w jedną noc

Komentarze