Rząd szykuje nam nową cenzurę internetu – tym razem kompleksową

dodał 17 lipca 2018 o 10:15 w kategorii Prawo, Prywatność  z tagami:
Rząd szykuje nam nową cenzurę internetu – tym razem kompleksową

Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna, trwają prace nad przepisami, pozwalającymi na blokowanie wielu kategorii stron internetowych. Tym razem apetyt rządzących na kontrolowanie sieci jest większy niż zazwyczaj.

Mamy już ustawę antyterrorystyczną (i brak informacji o tym, by jakakolwiek strona została zablokowana na jej podstawie), ustawę antyhazardową (i długą listę rekomendowanych serwisów dla graczy), mieliśmy kilka podejść pod blokowanie pornografii – ale ten projekt chyba przebije wszystkie dotychczasowe.

Zablokujemy zło w internecie

W serwisie dziennik.pl możemy przeczytać o nowej inicjatywie rządzących. Dziennikarze dotarli do pisma wiceminister zdrowia Józefy Szczurek-Żelazko do sekretarz Stałego Komitetu Rady Ministrów, z którego wynika, że rząd przymierza się do zablokowania wszystkiego, co w sieci złe i niebezpieczne. Ma mianowicie powstać „centralny rejestr domen internetowych służących do oferowania towarów i usług niezgodnie z przepisami prawa”. Co może być niezgodne z przepisami prawa? Jak dobrze poszukać, to pewnie wszystko, od Ubera poczynając, przez usługi finansowe oferowane bez odpowiednich zezwoleń, po pornografię, do której mogą uzyskać dostęp nieletni. Rejestr miałby funkcjonować podobnie do istniejącego rejestru stron hazardowych, a pozycje do niego mieliby dodawać ministrowie finansów, infrastruktury, zdrowia i cyfryzacji, a także prezes UOKiK, szefowie KNF i sanepidu.

Co w tym złego?

Szczytne cele, takie jak uchronienie internautów przed działaniami oszustów, jak zwykle przykrywają nieudolność organów państwa w ściganiu prawdziwych przestępców działających w internecie. Jeśli dzisiaj oszuści podszywający się pod Dotpaya potrafią zmieniać domeny kilka razy dziennie, to jakoś nie widzimy, jak wspaniała machina cenzury ma ich interes ukrócić. Jeśli projekt dojdzie do skutku, to pewnie będzie wyglądał jak większość rządowych inicjatyw informatycznych – będzie nieskuteczny (hazardziści mogą potwierdzić, jak trudno im dzisiaj ominąć istniejące filtry) i bardzo kosztowny (dla nas wszystkich – bo albo zapłacimy za system z podatków, albo zapłacą za jego wdrożenie dostawcy internetu, a my pośrednio w rachunkach). Szkoda nawet tłumaczyć w szczegółach – robiliśmy to już tyle razy i zawsze bezskutecznie.

Aktualizacja 2018-07-17 12:30

Jest jeszcze gorzej niż myśleliśmy. Jak wskazuje Panoptykon, w proponowanych przepisach znajdują się uprawnienia do kontrolowania, kto i na jakie strony zajrzeć próbował… Wygląda zatem na to, że Główny Inspektor Sanitarny czy KNF będą miały prawo uzyskać od operatorów telekomunikacyjnych informacje o użytkownikach, którzy „zakazane strony” odwiedzać próbowali.

Jak taki mechanizm mógłby funkcjonować? Zakładając, że „blokowanie” odbywać się będzie, podobnie jak w ustawie antyhazardowej, na poziomie serwerów DNS, to wejście na „zakazaną stronę” spowoduje przekierowanie wchodzącego na stronę rządową, informującą o zakazie. W logach tej strony odłoży się adres IP komputera, z którego próbowano połączyć się ze stroną. A zapisane w projekcie uprawnienia pozwolą ministerstwom na pozyskiwanie od operatorów telekomunikacyjnych danych osobowych abonentów, do urządzeń których adres IP był przypisany.

Brakuje chyba tylko uprawnień inkwizycyjnych…

Podsumowanie

Mimo imponującej serii porażek dotychczasowych prób cenzurowania internetu rząd nie ustaje w kolejnych próbach. Mamy zatem poradę – trzeba przyjąć od razu model chiński. Filtrowanie całego ruchu sieciowego na styku z innymi krajami i zespół przeszkolonych cenzorów powinny pomóc. Koszty będą ogromne, ale najwyżej doda się nowe podatki.